Bieg Tropem Wilczym 2018 – relacja

Tak! W końcu! Wygrałem jakiś bieg! Cieszę się niezmiernie z tego sukcesu. Jako pierwszy przekroczyłem linię mety biegu honorowego na dystansie 1963m.

Bieg Tropem Wilczym to zawody upamiętniające żołnierzy wyklętych. Dystans 1963m nie wziął się z przypadku: to właśnie w 1963 roku zmarł ostatni z nich. Biegi organizowane pod tym szyldem cieszą się popularnością w całej Polsce. Towarzyszą im historyczne rekonstrukcje. Zatem to świetna okazja do poznania niedawnych dziejów Polski, a także sprawdzenia się na jednym z dystansów.

W Warszawie, oprócz tradycyjnych 5 i 10km, można było konkurować na wspomnianych już niecałych 2km. Dlaczego postanowiłem wystartować na tym dość nietypowym dystansie? W 2017 roku pierwsza trójka osiągnęła rezultat leżący w zakresie moich możliwości, więc doszedłem do wniosku, że skorzystam z okazji i powalczę o podium, o ile poziom zawodów drastycznie nie wzrośnie. Jak się okazało, to była lepsza decyzja niż Oscar dla „Kształtu wody” za najlepszy film 🙂

BiegTropemWilczym_start
Start drugiej tury biegu na 5km

Założenie na te zawody miałem proste: złamać 7 minut. Czyli biec w tempie mniej więcej 3:30/km. Wiedziałem, że spokojnie jestem w stanie wykręcić ten czas, biorąc pod uwagę moją dyspozycję podczas biegu z narastającą prędkością na treningach (12., czyli ostatni, kilometr pokonuję w 3:30 lub szybciej). Zastanawiałem się tylko, które mi to da miejsce na mecie.

Zanim udałem się na miejsce całej imprezy ulokowane w środku Warszawskiej Cytadeli, chcąc nie chcąc przeszedłem wzdłuż drugiej połowy trasy. Dzięki temu, dowiedziałem się, że ostatnie 200-300m prowadzi tylko w górę. Finiszowanie na podbiegu? Zdawałem sobie sprawę, że jeżeli chcę cokolwiek ugrać, to będę musiał dodać gazu wcześniej i zrobić pewną przewagę. Dlaczego? Jeszcze ani razu podczas tego okresu treningowego nie ćwiczyłem podbiegów, więc w tym przypadku mogę mieć kłopoty ze żwawym finiszem.

Na starcie ustawiłem się w pierwszej linii. Odliczanie, strzał, ruszyłem. Przez pierwsze 300 metrów prowadziłem, potem dałem wyprzedzić się dwóm zawodnikom. „Ok, niech biegną, byle za dużo do nich nie stracić” – stwierdziłem dość spokojnie. W głowie nie miałem żadnej paniki czy stresu. Do dwóch panów przede mną traciłem 10-15 metrów. Niedużo.

Kiedy wybiegliśmy na Wybrzeże Gdyńskie, uderzył nas dość odczuwalny wiatr w twarz,  a jeden z przeciwników zaczął słabnąć. Nie powiem, ucieszyło mnie to. Zwłaszcza, że niejednokrotnie trenowałem pod wiatr mocniejsze odcinki. Niech to w końcu zaprocentuje bardziej niż oszczędności umieszczone na lokacie.

Wyprzedziłem wspomnianego zawodnika, a niedługo potem zrobiłem to samo i z drugim. Przyznam szczerze, że nie sprawiło mi to wielkiego problemu, chociaż oglądałem się za siebie, aby kontrolować sytuację. Nie chciałem być potem niemile zaskoczony, jak żona, której mąż zapomniał o rocznicy ślubu.

Podbieg rozpoczynał się skrętem w lewo w kierunku cytadeli. Następnie trzeba było przebiec przez jej bramę. Właśnie w tym miejscu po trasie spacerowali ludzie, więc musiałem ich ominąć. Na szczęście, nie było to trudne. Bez problemu znalazłem lukę i prześlizgnąłem się między nimi. A potem spokojnie dobiegłem do końca na pierwszym miejscu, meldując się na mecie z czasem 6:39. Po raz pierwszy w życiu wygrałem zawody biegowe! 🙂

IMG_20180304_140923_216
To dopiero pierwsza część pobiegowej wyżerki 😀

Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że czas nie powala i zdecydowanie szybszym średnim tempem nawet amatorzy przebiegają dłuższe dystanse, ale zbytnio mnie to nie obchodzi i nie odbiera wielkiej radości z bycia pierwszym 😀

Cieszę się również z dopisującej formy. Średnia oscylująca wokół 3:20/km dobrze rokuje na przyszłość. Na dodatek, nie byłem zbytnio zmęczony na mecie. Czego chcieć więcej?

Na samym końcu bardzo chciałbym podziękować kilku osobom, dzięki którym biega mi się zdecydowanie lżej. Wielkie całusy i przytulasy dla rodziny, dziewczyny, a także ziomeczków i wszystkich osób dziarsko wytrzymujących biegową paplaninę wylatującą z moich ust 🙂

Spodobał Ci się post? Świetnie! Zapraszam do odwiedzenia i polubienia fanpage’a Obiegówki na Facebooku: KLIK!

Dodaj komentarz