Dwa starty – dwa sukcesy – podsumowanie marca 2018

Nie potrafię przypomnieć sobie, kiedy po raz ostatni miałem aż tak udany biegowo miesiąc. Na pierwszą myśl przychodzi mi kwiecień 2016 roku, kiedy zszedłem poniżej 1:25 w półmaratonie i złamałem 3 godziny w maratonie. Trudno jest porównać cokolwiek do biegu na królewskim dystansie, więc oficjalnie ogłaszam marzec 2018 roku za mój drugi najlepszy miesiąc w amatorskiej biegowej karierze 🙂

4 marca – Bieg Tropem Wilczym w Warszawie, 25 marca – 13. Półmaraton Warszawski – to te starty zapamiętam na długo. Bynajmniej nie dlatego, że związane są w traumatycznymi przeżyciami. Wygrałem pierwszy z wymienionych biegów (relacja TUTAJ), drugi ukończyłem ze świetnym wynikiem 1:20:07 (relacja TUTAJ).

Medale z marcowych biegów

Już nie będę się rozwodził na każdym z tych startów, bo ile można. Bardziej ciekawscy klikną w załączone powyżej linki do relacji 😉 Chcę tylko dodać jedną informację, którą niesamowicie się jaram, a jest związana z 13. Półmaratonem Warszawskim: ostatnie 10km tego biegu pokonałem w 37:20. Moja oficjalna życiówka na dychę wynosi 37:43. Zapowiada się bezproblemowa realizacja głównego celu na wiosnę podczas Biegu OSHEE 22 kwietnia w stolicy 🙂

Oczywiście, po drodze mogę gdzieś tę formę zgubić niespodziewanie jak drogę do mieszkania, kiedy studiowałem w Krakowie. Liczę się z tym, że coś może wypaść, zepsuć się, cokolwiek, nie wiem, katarek, kaszelek, męska gorączka 36.8 stopnia. Jednakże sama świadomość o nieoficjalnej życiówce mając już 11km w nogach, nastraja mnie pozytywnie.

NO I WSZYSTKO PIERDOLNĘŁO W NAJGORSZYM MOŻLIWYM MOMENCIE.

13. Półmaraton Warszawski / fot. Fotomaraton.pl

Wizyta u lekarza, el quatro do 20 kwietnia i pożegnałem się ze startem, do którego szykowałem się całą zimę. Pewnych rzeczy nie przeskoczę, zwłaszcza chronicznej choroby, z którą zmagam się od listopada 2014 roku. Mianowicie chodzi o wrzodziejące zapalenie jelita grubego. W ostatnich dniach weszło w fazę zaostrzenia, więc mój organizm (to choroba autoimmunologiczna) sam siebie wykluczył ze startu. Było wkurzenie z tego powodu, był smutek z tego powodu, ale dość szybko mi przeszło. Trudno. Kiedy indziej powalczę.

Jeśli chodzi o same treningi, to w marcu przebiegały obiecująco. Zwłaszcza 3x3km w mocnym tempie +1km na finałowe dorżnięcie. Wykonałem ten trening na bieżni mechanicznej na siłowni, ponieważ śnieg leżał na chodnikach, a nie chciałem odpuścić tak ważnej i mocnej jednostki w przygotowaniach. Przypadła ona na tydzień przed 13. Półmaratonem Warszawskim. Jak widać, to był świetny trening pod superkompensację 🙂

Biegowo nie opierniczałem się, ale, zważywszy na dwa starty, odpuściłem trochę siłę biegową i gimnastykę siłową. No ale cóż, bywa.

Marzec 2018 według Polara

Miałem jeden jedyny plan na kwiecień: zrobić nową życiówkę na dychę, tym razem już oficjalnie, podczas Biegu OSHEE. Jednak ten cel, z wyżej wymienionego powodu, odkładam na bliżej nieokreśloną przyszłość 😉

Marzec 2018 w liczbach:

  • przebiegnięte kilometry: 217
  • przebiegnięty czas: 17h36min
  • przećwiczony czas: 2h35min

A u Was jak tam? Sezon startowy w pełni, planujecie jakieś życiówki? A może ktoś już coś wykręcił? 🙂 Pochwalcie się w komentarzach!

Dodaj komentarz