Podsumowanie kwietnia i maja – poleżałem sobie

Słyszycie? Nie? Wsłuchajcie się uważnie, proszę. Tak piszczy bieda. Biednie wyglądał mój dzienniczek treningowy w dwóch ostatnich miesiącach. Jednakże jestem na dobrej drodze do poprawy z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, gorzej chyba się nie da 😀 Po drugie, z moim zdrowiem coraz lepiej.

Jakieś dwa miesiące temu wspominałem, że moje wrzodziejące zapalenie jelita grubego weszło w fazę zaostrzenia, co skutecznie uniemożliwiło mi ostatnie szlify przed startem docelowym, do którego przygotowywałem się całą zimę i wiosnę. Wypracowanej formy szkoda, ale trudno, nie płaczę z tego powodu. Można usiąść i skowytać bez ustanku niczym zbity słodziutenieńki chihuahua, skrapiając swój los rzewnymi łzami lub troszkę się posmucić i wbić sobie do głowy, że pewnych rzeczy się nie przeskoczy.

Wybrałem tę drugą opcję.

Powód? Nie utrzymuję się z biegania. Mam co do gara włożyć. Jak większość Polaków, pracuję na pełen etat, a bieganie jest dla mnie zajawką sprawiającą niesamowitą przyjemność. A to, że nie mogę jej wykonywać przez pewien okres czasu? Bywa. Świat się nie wali, Ziemia nie zmienia kierunku obrotu wokół własnej osi.

Nawet nie liczę dokładnie, ile pokonałem kilometrów w kwietniu i w maju, ponieważ liczby wychodzą śmieszne. Ale nie wywołują uśmiechu politowania jak większość polskich kabaretów, tylko są naprawdę zabawne. Łącznie wyszło ich z 60? 70? A co to za różnica w moim przypadku, czyli na przestrzeni dwóch miesięcy?

Ta posucha w przebiegniętym dystansie spowodowana była lekami przepisanymi przez moją gastrolog. Jako, że ostra faza wrzodziejącego zapalenia jelita grubego przebiega nieprzyjemnie, to specyfiki, które trzeba brać, są silne. Glikokortykosteroidy, leki immunosupresyjne, potem doszły kapsułki na refluks spowodowany solidnymi porcjami łykanych tabletek (tutaj Mendelejew kiwa głową z podziwem) – wymienione czynniki spowodowały złe samopoczucie oraz ogólne osłabienie organizmu.

Aaale nie byłbym sobą, gdybym nie wpadł na to, w jaki sposób przyjmować leki, aby działały i nie miały skutków ubocznych. Jak coś, zapraszam na priv, zaznaczając pogrubionymi czerwonymi literami, że wszystkie decyzje co do przyjmowania czegokolwiek powinny zostać wcześniej skonsultowane z lekarzem. Ja dzielę się tylko swoim doświadczeniem. Co na mnie podziałało, niekoniecznie musi być skuteczne dla innej osoby.

Wracając do wątku psychologicznego: jak większość osób wie, w nieswoistych chorobach zapalnych jelit bardzo ważna jest głowa, mogąca wpływać znacznie na ich przebieg (oczywiście, nie można nie doceniać roli prawidłowej diety, a także odpowiednio dopasowanych lekarstw). Zatem w tym miejscu zacytuję nieocenionego Jacka Walkiewicza:

Dam radę!!! A jak nie dam? Dam!!!

A jak się przewrócę? To się podniosę!

A jak się nie podniosę? To sobie poleżę!

A potem? A potem wstanę i pójdę dalej!

Właśnie jestem na końcu fazy leżenia 🙂 Już pierwsze treningi w nowym rozdaniu wykonane. Jedziem z tym! Jakieś tam plany na drugą połowę roku mam. Ale bez spiny. W czerwcu mam zamiar trochę pobiegać i spokojnie zwiększyć obciążenia treningowe.

Dodaj komentarz