Podsumowanie lipca 2018 – dajta mnie ten Bieg na Piątkę!

Oh yeah – po kwietniowym zaostrzeniu wzjg nie ma śladu. Dzięki temu mogę trenować bez przeszkód, a co za tym idzie, osiągać niezłe wyniki podczas startów. 28. Bieg Powstania Warszawskiego to potwierdził.

Czy macie czasem takie starty, od których nie oczekujecie zbyt wiele, startujecie dla funu, ale z drugiej strony troszkę dociskacie pedał gazu, bo jesteście ciekawi, czy forma rośnie i czy są zadatki na więcej? 28. Bieg Powstania Warszawskiego był dla mnie tego typu imprezą. Wychodzę z założenia, że spokojne rozbieganie uskuteczniam sobie na treningu, więc kiedy już znajduję się w kilkutysięcznym tłumie biegaczy, to staram się pobiec lepiej niż ślamazarząc się w tempie 5:15/km. Nawet jeśli start klasyfikuję w kategorii C. I tak też było 28 lipca.

Przedstartowe szalone selfie

18:13 dało 36. miejsce w klasyfikacji open. Końcowy rezultat zadowolił mnie. Ale to nie z niego cieszyłem się najbardziej po przekroczeniu mety.

Największą radość wywoływał fakt lekkości, z jaką wybiegałem ten wynik. Trasę pokonywałem w dość komfortowym równym tempie (średnio około 3:38/km), z czego ostatni kilometr zrobiłem w 3:19. Dodam jeszcze, że do mocniejszych treningów wróciłem dość niedawno. Z tych powodów uznaję swój start w 28. Biegu Powstania Warszawskiego za udany i liczę na świetny rezultat w Biegu na Piątkę odbywającym się w ramach 40. Maratonu Warszawskiego w ostatnią niedzielę września. Postaram się dać taki ogień, aby zawstydzić Prometeusza.

Postartowy raj dla Minionków

Jeśli chodzi o sprawy zdrowotne: zbadałem na własną rękę jeden z głównych markerów stanu zapalnego jelit – kalprotektynę. Jej poziom wynosił około 16 mikrogramów. Do 50 jest zakres prawidłowy, od 50 do 120 niejednoznaczny, a powyżej 120 świadczy o stanie zapalnym. Kolejny powód, aby się cieszyć. Podkreślę również, że moja gastrolog podjęła decyzję o stopniowym odstawieniu sterydów. Skutków ubocznych raczej nie miałem, jednakże fajnie mieć poczucie wrzucania coraz mniejszej ilości chemii do organizmu.

Sprawy treningowe mają się równie dobrze. Pokonanie dystansu 8km w drugim zakresie nie sprawia mi kłopotu. Gorzej jest z szybkim bieganiem odcinków 200- i 400-metrowych. Mam wrażenie, że od dwóch lat pokonuję je na podobnej prędkości, zamiast stopniowo ją zwiększać. Najprawdopodobniej jest to spowodowane brakiem odpowiedniej siły w moich nogach na przyspieszenie. Zatem podjąłem decyzję o wpleceniu podbiegów w mój plan treningowy. Niechże te mięśnie napuchną! Wierzę, że to zaprocentuje.

Lipiec 2018 w rozbiciu na poszczególne treningi

W ogóle to przestałem rozumieć, o co chodzi z tym narzekaniem na upały. Klepanie kilometrów, nawet tych szybkich, po godzinie 19-20 wcale nie jest tak uciążliwe, jak mogłoby się wydawać. Tak, pocimy się jak dzikie świnie. Tak, jest trudniej niż zwykle. Ale trenowanie z GŁOWĄ w trudnych warunkach przynosi profity w postaci większej tolerancji na ból i dyskomfort. Pamiętajcie tylko o zabraniu ze sobą wody!

Plan sierpień jest prosty: sumiennie trenować, aby we wspomnianym już Biegu na Piątkę zrobić życiówkę. Innego sposobu na złamanie 17:12 nie widzę 🙂

Lipiec 2018 w liczbach:

  • przebiegnięte kilometry: 185
  • przebiegnięty czas: 15h07min
  • przećwiczony czas: 3h29min

Dodaj komentarz