Całkiem pozytywny niedosyt – podsumowanie stycznia 2017

Ubiegły miesiąc był solidnie przepracowany i ciężko się do czegokolwiek przyczepić w kwestiach treningowych. Jednakże start w XXXIV Biegu Chomiczówki nieco zakłóca mi pozytywny odbiór stycznia.

Z jednej rzeczy jestem bardzo usatysfakcjonowany. Przed rozpoczęciem przygotowań do biegowej wiosny 2017, postanowiłem trenować cztery razy w tygodniu. I mi się to udaje, tfu, robię to. No dobra, nie liczę regeneracyjnego tygodnia, w którym biegałem trzykrotnie i łącznie nie pokonałem nawet 40 kilometrów. Czasami trzeba też odpocząć, aby potem przyspieszyć, docisnąć śrubę. Jak, na przykład, podczas podbiegów wykonywanych na warszawskiej Agrykoli. Ile można tłuc i tłuc kilometry wzdłuż Trasy Siekierkowskiej? 😉

img_20170103_192439_168.jpg
Przyjemnie robić podbiegi w takiej scenerii

Kolejnym pozytywem w styczniu była konsekwencja, z jaką wykonywałem ćwiczenia uzupełniające. Dwa razy w tygodniu starałem się wzmacniać różne partie ciała, co bym wiosną wbiegał na metę wspaniale technicznie (gratka dla fotoreporterów 😉 ), a nie złamany w pół. Stawiałem głównie na brzuch i pośladki (pozdrawiam mój zespół pasma biodrowo-piszczelowego w prawej nodze, gdziekolwiek jesteś, zostań tam i nie wracaj!), ale również nie zapominałem o ramionach, klatce piersiowej, mięśniach głębokich.

I kiedy wydaje się, że styczeń można byłoby zakończyć z bananem od ucha do ucha, do głowy przychodzi mi jedna kwestia: XXXIV Bieg Chomiczówki. Nie byłem z niego usatysfakcjonowany, więcej napisałem tutaj. Po tych zawodach doszedłem do wniosku, że dwa elementy muszę koniecznie poprawić, aby na wiosnę wywalczyć nowe życiówki: tempo i stan mojej psychiki. O ile pierwszy z nich poprawię na treningach, to o drugi najlepiej zadbać w warunkach startowych.

wp-image-1180689969jpg.jpg
Pierwszy w tym roku do kolekcji

Dlatego też postanowiłem wziąć udział w warszawskim Biegu Tropem Wilczym (26 lutego) na dystansie 10 kilometrów. Mam zamiar przebiec je w tempie docelowego tempa półmaratońskiego, które oscyluje wokół 3:47/km, czyli nieco wolniej niż tempo mojej życiówki na dychę (3:43/km). I właśnie ze średnią 3:47/km mam zamiar pokonać również 12. Półmaraton Warszawski. Uświadomiłem to sobie niecałe dwa tygodnie temu. Potem pomyślałem: w co ja się pakuję… Cóż 😀

Skoro już jesteśmy przy najpopularniejszej niepłynnej połówce w Polsce, nie mogę nie podkreślić mojego uczestnictwa w akcji #BiegamDobrze, o którym ogłosiłem wszem i wobec w styczniu. W skrócie: jak wspólnie uzbieramy 2000 złotych, pobiegnę na tej imprezie w staniku i w spódniczce. Więcej informacji tutaj, bezpośredni link do zbiórki tu.

styczen2017
Ponad 200km w styczniu

Podsumowując, ze stycznia 2017 wyniosłem kilka pozytywów. To był dobrze przepracowany miesiąc z jednym startem kontrolnym, który dał mi wartościowe informacje zwrotne.

0 Replies to “Całkiem pozytywny niedosyt – podsumowanie stycznia 2017”

  1. „W skrócie: jak wspólnie uzbieramy 2000 złotych, pobiegnę na tej imprezie w staniku i w spódniczce”, gdzie mogę zrobić przelew? :D:D:D

    1. Proszę bardzo: https://rejestracja.maratonwarszawski.com/pl/charity/2570
      Jeszcze „trochę” zostało. Namawiam do wysyłania linku znajomym itp. itd. 🙂

Dodaj komentarz