Podsumowanie stycznia 2019 – zmiany

Pierwszy miesiąc roku przyniósł dwie poważne zmiany w moim treningu. Na obecną chwilę, jestem z nich zadowolony i głęboko wierzę, że przyczynią się do końcowego sukcesu w maratonie.

Oczywiście, sukcesem dla mnie będzie nowa życiówka na królewskim dystansie, a nie ukończenie go w pierwszej dziesiątce. Nie te geny 😉 Czekam na 14 kwietnia, cierpliwię robiąc swoje.

Mniej więcej w połowie minionego miesiąca postanowiłem zmienić plan treningowy. Zamiast nadal korzystać z rozpiski pochodzącej z „Maratonu zaawansowanego”, postawiłem zaufać Marcinowi Nagórkowi i jego radom (tym razem przez małe R) z Magazynu Bieganie, który to jeszcze na początku 2018 roku ukazywał się w papierowej wersji. Z lekką niepewnością porzuciłem książkę Pete’a Pfitzingera i Scotta Douglasa, która trzy lata temu pomogła mi pokonać maraton 2:58:59. Ale co miałem zrobić, skoro tym razem ich rozpiski mnie nudziły i zamulały?

Szybko przekonałem się o słuszności swojego wyboru, ponieważ po tygodniu regeneracyjnym, zacząłem biegać kilometry według wskazówek Nagóra i zacząłem frunąć. Przestałem monotonnie klepać w koło Macieju treningi w tempie 5:00-5:15/km. Ok, czasem były szybsze akcenty. Ale nie tak żywe i ciekawe jak w przypadku nowego planu treningowego. Mam zamiar kontynuować go do samego maratonu. Oczywiście, jak będzie trzeba, to przystosuję go do siebie, co by garnitur był skrojony na miarę, zamiast uciskać w mniej i bardziej widocznych miejscach.

Skoro już mowa o adaptowaniu treningu do możliwości, pod koniec miesiąca odezwała się prawa stopa. Coś tam mi szepta, czasem krzyczy, że nie wyjdę pobiegać, że dzisiaj trzeba odpuścić. No i niestety, muszę jej słuchać ze względów zdrowotnych. Mam nadzieję jedynie na szybkiego foszka z jej strony i nasłuchuję momentu, kiedy sklei wary i skończy sapać. Chcę w końcu zrobić ten maraton, a nie leżeć z lodem przyłożonym do stopy!

W styczniu postanowiłem również zacząć poświęcać czas na trening mentalny. Wykonuję ćwiczenia mające wzmocnić różne aspekty psychiki (takie tam kołczowskie pewność siebie, motywacja, to ferrari tylko czeka, aż do niego wsiądziesz itp. itd.) i widzę lekką zmianę na lepsze w kwestii podejścia do biegania. Bardziej się nim jaram.

Zresztą, w kwestii psychiki mam ogromne pole do popisu z jednego arcyważnego powodu: jeszcze nigdy nie poświęcałem czasu na trening mentalny. Ćwiczenia pochodzą STĄD. Polecam każdemu. Nawet jeśli Ci się wydaje, że psychicznie jesteś mocniejszy niż Chuck Norris i potrafiłbyś zabijać bez mrugnięcia powieką niczym Rambo (nie tylko ludzi, ale także malutkie bezbronne pandy), to i tak znajdziesz w niej ćwiczenia poszerzające perspektywę. I naprawdę mają one mało wspólnego z ogólnymi afirmacjami typu „dasz radę”.

Na sam koniec chcę dodać, że w końcu zebrałem się w sobie, aby regularnie wykonywać trening ogólnorozwojowy. Postawiłem sobie za cel godzinę tygodniowo. W poprzednim roku pomogło mi to przebiec półmaraton w 1:20:07. Tak, maraton to dwa razy dłuższy dystans, więc niby powiniene ćwiczyć więcej, no ale mi się po prostu nie chce 🙂

A jeśli chodzi o jelita – jest luz.

Luty zapowiada się wyśmienicie! 16 lutego pierwszy start w sezonie, dyszka w Lesie Kabackim.

Dodaj komentarz