Słucham się Guru – podsumowanie stycznia 2018

W Nowy Rok wszedłem w sumie bez żadnego specjalnego postanowienia. Nadal będę wcinał mięso oraz gluten, pewnie nie zacznę uczyć się kolejnego języka obcego, raczej nie wykupię dostępu do Netflixa, a do teatru będę śmigał sporadycznie. Za to mam jeden nadrzędny cel, który mam zamiar zrealizować na wiosnę.

Mam na myśli uporanie się z tym, czego nie zrobiłem w poprzednim sezonie – życióweczka na 10km. W 2017 trzykrotnie próbowałem. Dwa razy byłem bardzo blisko. Jednak „czegoś zabrakło”, haha.

Sądzę, że jestem na bardzo dobrej drodze do osiągnięcia wyżej wymienionego celu. Na drodze Skarżyńskiego. Jadę jego ścieżką tak jak w USA sunie się po słynnej route 66.

BiegChomiczowki_sen
Nawet jak śpię, to biegnę / fot. Ania Iwanowska

Wchłonąłem „Biegiem przez życie” (recenzja tutaj – KLIK!) i jestem w trakcie czytania „Treningu biegowego metodą Skarżyńskiego”. Wziąłem sobie do serca wskazówki biegowego Guru, co przełożyło się na biegową formę. Mam wrażenie, że jest coraz lepiej. Porzuciłem treningi metodą Danielsa (bynajmniej nie tego od czarnej etykietki, chociaż, nie powiem, ten też ma swój urok), na rzecz koncepcji polskiego trenera i nie żałuję. Poszczególne jednostki są dla mnie przystępne. Co więcej, nawet zacząłem wykonywać siłę biegową, czego dotychczas unikałem jak niektórzy ojcowie płacenia alimentów.

Rosnącą, ale jeszcze w powijakach, formę potwierdził mój udany start w XXXV Biegu Chomiczówki (relacja tutaj – KLIK!), w którym pobiłem życiówkę na 15km o 66 sekund. Teraz wynosi ona 58:10. Niesamowicie cieszy mnie ten wynik. Zwłaszcza, że na treningach ani razu nie wszedłem na prędkości, którymi zasuwałem w tych zawodach. Nawet na krótkich odcinkach 2-3 kilometrowych. A tu proszę, 15km w średnim tempie 3:53/km! 😀

Jeszcze bardziej zadowolony jestem ze swojego ogólnego samopoczucia. W głowie spokój niczym w bezwietrzną pogodę na tafli górskiego jeziora. Jest luz. Czy to w życiu prywatnym, czy to w życiu zawodowym, czy to w życiu sportowym. Nie mam na co narzekać. Nawet powiedziałbym, że jest się czym chwalić, ale to może kiedy indziej. W końcu muszę mieć tematy do postów 😉

BiegChomiczowki_ekipa2
Nawet nie wiem, w którym momencie Biegu Chomiczówki to było / fot. Ania Iwanowska

Fizycznie też czuję się znakomicie. Ścięgno Achillesa w prawej nodze już nie boli, nie wiem dlaczego. Fajnie byłoby jednak dowiedzieć się, co sprawiło, że dolegliwości z nim związane ustąpiły, ale na siłę nie będę do tego dochodził. Przestało dawać o sobie znać, to fantastycznie. Nie wnikam zbytnio, tylko napawam się chwilą bezbolesności.

Może na ustąpienie wspomnianych dolegliwości miały wpływ ćwiczenia gimnastyki siłowej, które wykonuję z takim zaangażowaniem, jak nigdy dotąd? Na dodatek, nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz tak wiele czasu poświęciłem na GS w ciągu jednego miesiąca. W styczniu zaliczyłem 3 godziny i 55 minut ćwiczeń. Dla mnie to dużo.

Plany na luty są proste: biegać więcej i szybciej, a także prowadzić się w miarę dobrze jak kilkuletni luksusowy samochód. Trzymajcie kciuki! Szczególnie za to ostatnie 😉

Styczeń 2018 w liczbach:

  • przebiegnięte kilometry: 230
  • przebiegnięty czas: 19h23min
  • przećwiczony czas: 3h55min

0 Replies to “Słucham się Guru – podsumowanie stycznia 2018”

  1. A gdzie czapka?!Powiem matce.😉

  2. Ty, ale Route 66 już nie ma 😀 I wyślij mi pocztą trochę tego spokoju wewnętrznego, haha. Powodzenia zatem w lutym i od razu też w marcu, bo już połowa lutego, to na zapas szczęścia, radości i wytrwałości na kolejny miesiąc. Jacy my życzliwi ostatnio w tych komentarzach u siebie. Tylko sobie życzą co chwilę czegoś, hahah.

    1. Haha, życzenia jakby codziennie były urodziny, BANG.

Dodaj komentarz