Złapałem odpowiednie flow – podsumowanie lutego 2017

W końcu odnalazłem w swoim bieganiu to, czego mi brakowało. Zapraszam do podsumowania lutego 2017!

Jednakże zanim przejdę do meritum, muszę Was pochwalić. Tak, Was! Wspólnie zebraliśmy ponad 2000 złotych dla fundacji Spartanie Dzieciom w ramach akcji #BiegamDobrze. Dziękuję Wam z całego serca! Wiecie, co to oznacza? 12. Półmaraton Warszawski przebiegnę w staniku i w spódniczce. Jeżeli macie jakieś pomysły, co mogę zrobić za 3000, 4000, a może nawet i za 5000 złotych, podzielcie się nimi w komentarzach. Zawsze możemy uzbierać jeszcze więcej dla dzieciaków! 🙂

Link do zbiórki: KLIK.

zbiorka
Jeszcze raz dziękuję, jesteście WIELCY!!!

Jak już pewnie wiecie, miniony miesiąc zakończyłem z przytupem. 37 minut i 47 sekund na 10 kilometrów w warszawskim Biegu Tropem Wilczym (relacja tutaj) zapewniło mi 9. miejsce w klasyfikacji generalnej. Ten wynik jest o zaledwie cztery sekundy gorszy od mojej życiówki. Tak dobry rezultat pod koniec lutego, kiedy jeszcze nie przywitałem się z tempem interwałowym na treningach? Biorę to, wręcz chwytam jak mięso w PRL-u i nie puszczam!

Po tych zawodach dowiedziałem się dwóch ważnych rzeczy:

  1. Pokonałem dychę w tempie 3:46/km i na mecie nie czułem zbytniego zmęczenia. Podczas 12. Półmaratonu Warszawskiego mam zamiar złamać 1h20min. Potrzebuję do tego tempa 3:47/km. Czuję moc.
  2. W głowie nastąpiła pozytywna zmiana.

O ile pierwszy punkt jest dość klarowny, to drugi wymaga kilku zdań wyjaśnienia.

img-20170226-wa0003.jpg
W trakcie pozytywnej zmiany 🙂 / fot. Karolina Cichocka

Ostatnio nie biegało mi się dobrze z psychologicznego punktu widzenia. Na treningi wychodziłem z nastawieniem „zrób, co masz zrobić, a potem będziesz miał z głowy”. Mimo, że w 90-95% realizowałem założenia, nikt mi nie dziamolił nad głową, kupione buty w styczniu dopiero gromadziły przebiegnięte kilometry, to i tak czegoś mi brakowało. Wiecie, jak to jest. Posiadacie pełną szafę fatałaszków (panie)/posiadacie masę gier (panowie), ale i tak nie macie w co się ubrać/w co grać. Nie było fatalnie, nie było źle, było po prostu przeciętnie.

Aż w końcu jakaś skorupka we mnie pękła, a spod niej wyszło pisklę, które przeistoczyło się w pięknego kolorowego pawia. Dobra, za bardzo poleciałem.

Nie wiem, czym była spowodowana ta przemiana. Jadąc autobusem na start Biegu Tropem Wilczym, poczułem przypływ pozytywnej energii. Być może miało to miejsce dzięki dobremu fizycznemu samopoczuciu. Być może poprzedni wieczór mile i spokojnie spędzony z dziewczyną tak mnie naładował. Być może wpływ na psychikę miała pobudzająca muzyka. Nieistotne. Najważniejsze, że odzyskałem radochę i zabawę z biegania. Łapię je, chowam za pazuchę, za kołnierz, ładuję w wiadra i noszę ze sobą i nikomu nie oddam 🙂

img_20170219_113045_172.jpg
Nic dodać, nic ująć!

Oczywiście zauważyłem też pewne mankamenty w lutowym treningu. Muszę zdecydowanie bardziej przyłożyć się do ćwiczeń uzupełniających. Zaniedbałem ten niedoceniany element treningu.

Z drugiej strony, biegowo było naprawdę konkretnie. Biegi progowe 4km+3km+2km+1km lub 3km+3km+2km+2km pokonywałem bez problemu. Co prawda wykonywałem je na bieżni mechanicznej na siłowni (z którą rozpocząłem żarliwy romans), ale jednak.

Nawet nie chce mi się liczyć, ile zrobiłem kilometrów w minionym miesiącu. Pamiętam, że ich jakość była wysoka. A to najważniejsze 🙂 I tym pozytywnym akcentem kończę ten wpis. Marzec zapowiada się wyśmienicie.

0 Replies to “Złapałem odpowiednie flow – podsumowanie lutego 2017”

  1. Mam nadzieję, że ten romans z bieżnią nie potrwa długo.. Liczę że wiosna szybko przyjdzie i uratuje sytuację!!!

    1. W sumie na bieżni mechanicznej nie jest źle. Ale wolałbym zwykłą tartanową 😀

  2. Kolorowy pawiu – gratuluję powrotu motywacji! Szkoda, że nie wiedziałam, że nie masz, wysłałabym Ci trochę mojej, bo ostatnio miałam za dużo!! Życzę, by trzymała jak najdłużej;))

    1. Dziękuję, lubię takie komentarze 🙂

Dodaj komentarz