I wszystko od początku – podsumowanie czerwca 2017

Zrezygnowałem z publikowania podsumowania maja, ponieważ mijałoby się to z celem. Trudno jest pisać o czymś, czego nie było, nie walczę o Nagrodę Złotego Goebbelsa. Maj był u mnie totalnym rozluźnieniem spowodowanym m.in. lenistwem. A czerwiec? Miniony miesiąc przebiegł ciekawie.

BOOM! Przełom maja i czerwca minął pod znakiem zaostrzenia się objawów wrzodziejącego zapalenia jelita grubego. Zaprzyjaźniłem się z tym ustrojstwem w listopadzie 2014 roku i raz jest lajtowo, ale czasem bywa fatalnie. Na szczęście te drugie okresy zdarzają się rzadko 🙂 Cieszy mnie to, ponieważ, poza małymi niedogodnościami, mogę normalnie trenować.

IMG_20170621_185021.vr_20170621192650325
Brakowało mi widoku panoramy Warszawy z Mostu Siekierkowskiego podczas treningów 🙂

Niestety okresy zaostrzenia mają to do siebie, że uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. Lekarze, rodzina oraz przyjaciele pomogli. Nie wiem, co bym bez nich zrobił. Nic tak nie pomaga, jak szczere wyrzucenie z siebie wszystkich emocji. Szacun i podziękowania dla Was za wykazanie się anielską cierpliwością, kiedy Wam ględziłem! 🙂

Od 19 czerwca wróciłem do treningów. Pierwsze poranne 5km smakowało jak kawa na tarasie w rezydencji z widokiem na ocean. Następnego dnia, również rano, zrobiłem trening siłowy. Musicie wiedzieć, że równanie matematyczne ja + wysiłek fizyczny tuż po przebudzeniu = cierpienia młodego Wertera, więc tym bardziej jaram się swoją silną wolą. Zazwyczaj, mając na godz. 10:00 do pracy, budziłem się około 8:00. W te dni (ale nie „te dni”) wstawałem tuż po 6:00 😀 No pains, no gains, haha.

czerwiec2017
Czerwiec 2017, pięć treningów biegowych, pierwsza dyszka stuknęła dopiero w lipcu

Ok, przyznam się, dlaczego akurat latem łatwo budzę się o poranku. Okna mojego pokoju wychodzą na Wschód, więc już od piątej rano doświadczam efektu szklarni. Z tego powodu bardzo wcześnie żegnam krainę Morfeusza. Coś z tym porannym czasem trzeba zrobić.

Zaledwie tydzień po wznowieniu treningów wystartowałem w biegu masowym. Celowo użyłem tego określenia, ponieważ trudno nazwać Color Run zawodami. Idea biegu jest inna: ma być radośnie i kolorowo. I było. Razem ze znajomymi stworzyliśmy drużynę „JANUSHE MARATONU NA 5KM”. Dystans pięciu kilometrów pokonaliśmy w jakąś godzinę 😀 Dawno tak się nie bawiłem bieganiem! Dzięki!

IMG_20170625_172400_994
JANUSHE MARATONU NA 5KM, od lewej: Agata, Ola, ja, Agata

Czuję się jak debiutant. Zacząłem od małego kilometrażu, ćwiczę, rozciągam się. Czyli robię wszystko to, co powinien robić każdy, kto dopiero rozpoczyna treningi. O dziwo, to mnie nie demotywuje w ogóle. Wręcz przeciwnie. Jestem nakręcony jak sznurek na yo-yo!

Totale dla czerwca:

  • liczba przebiegniętych kilometrów: 32,8
  • liczba przebiegniętych minut: 164
  • liczba przećwiczonych minut: 70

Plany na lipiec:

  • biegać więcej
  • biegać szybciej
  • ćwiczyć co najmniej dwa razy w tygodniu
  • wykonywać trening gibkości co najmniej raz w tygodniu
  • trzymać dietę

A jak tam Wasze plany na najbliższy miesiąc? Co się u Was działo w czerwcu? 🙂

0 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.