Podsumowanie czerwca 2016

Zero biegania w tym miesiącu z powodu kontuzji. Biała plama. Ale starałem się nie lenić (zbytnio).

Skupiłem się na treningu ogólnorozwojowym. Skoro nie mogę biegać, wzmocniłem mięśnie grzbietu, brzucha, pośladków, aby w przyszłości uniknąć kontuzji.

Jeszcze nie zostałem dokładnie zdiagnozowany. Czekałem, aż aktywuje mi się dostęp do prywatnej opieki medycznej (ave korpo!). Szybki rachunek: albo wydaję 500-600zł (co najmniej) na badania i konsultacje w sprawie mojego prawego kolana, albo czekam trochę i robię wszystko za wykupiony pakiet medyczny. Wybrałem drugą opcję. Nie spieszyło mi się, nie mam ciśnienia, no i oczywiście money talks.

Po co mam za wszelką cenę jak najszybciej wracać do pełni sił, skoro do Rio i tak nie pojadę? 😀

0 comments

  1. U mnie podobnie, niestety, zero biegania… No, może ze dwa treningi. Mój problem polega na tym, że mój organizm jest strasznie niefajnie wrażliwy na upały – po jakiś 2 kilometrach od razu mam zawroty głowy, mdłości, ostry niedobór cukru, cała się trzęsę, więc takie akcje odbierają przyjemność z biegania. Niestety poranne/późnowieczorne bieganie z reguły kończy się podobnie, więc nawet przestałam z tym walczyć – przesiadam się wtedy na rower, który jednak mniej obciąża, i pedałuję! Wtedy i mniejsze wyrzuty sumienia, że nie dałam rady, a czasem nawet miłe poczucie, że się troszkę poruszałam 🙂 Powodzenia z leczeniem kontuzji i pamiętaj – trzymaj, trzymaj, korzystaj z korpolandii do oporu! Tylko z głową!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.