Życiówka w półmaratonie – podsumowanie marca 2017

Chciałbym napisać, że marzec zakończyłem z przytupem, jednak tak nie było. Nie zmieni tego nawet fakt, że o 14 sekund poprawiłem swoją życiówkę. Dlaczego?

Bo chciałem ją poprawić o co najmniej 179 sekund, czyli zejść poniżej 1 godziny i 20 minut.

Co prawda wynik 1:22:44 nie jest zły, ba, można powiedzieć, że nawet bardzo dobry. 242. miejsce na 12180 biegaczy i biegaczek, 231. miejsce na 8917 mężczyzn to całkiem niezły wyczyn (relacja TUTAJ), ale mam ochotę na więcej, czuję niedosyt. Rozumiecie, osoba obok otwiera paczkę z chipsami/orzeszkami/paluszkami, a Wy 10 razy mówicie „mmm, ostatni”, zanim rzeczywiście skubniecie ostatnią porcję, która de facto wyzeruje opakowanie. W półmaratonie stuprocentową satysfakcję zapewniłoby mi złamanie 1 godziny i 20 minut, a nie jakakolwiek życiówka.

20170404_215050.jpg
Kolejny do kolekcji 🙂

Teraz skupiam się na biegu Oshee na 10km podczas Orlen Warsaw Marathon. Sądzę, że nowa życiówka pyknie. Skoro pod koniec lutego na tym samym dystansie w Biegu Tropem Wilczym bez żadnej spiny osiągnąłem rezultat o 4 sekundy gorszy (37:47, relacja TUTAJ), to  w przedostatnią niedzielę kwietnia powinno być będzie jeszcze lepiej. W końcu to dwa miesiące później, a co za tym idzie, mam za sobą dwa miesiące lepszych jakościowo treningów.

Treningów, do których w końcu włączyłem bieganie w tempie interwałowym.

Treningów, do których nadal, kurwa, za mało włączam ćwiczeń ogólnorozwojowych.

Więc o ile przebieranie nóżkami w tempie 3:30/km w kilku seriach na dystansie 1km nie sprawia mi bólu porównywalnego z rozładowaniem się telefonu, to z powrotem dał o sobie znać zespół pasma biodrowo-piszczelowego. Na szczęście dość lekko. Muszę wzmocnić core i pośladki.

Na dodatek pupcia dała o sobie znać podczas 12. Półmaratonu Warszawskiego. Była to jedyna część ciała, którą poczułem mocniej na tych zawodach. A miało to miejsce już na zbiegu na ulicy Belwederskiej, mniej więcej po 1/4 całego dystansu. Słabo, co? Nie planuję mieć obfitego bubble butta, tylko mocny, solidny tyłek. Fitnesski, strzeżcie się! 😀

Podsumowując: marzec udany – życiówka w półmaratonie, wejście na wyższe prędkości (tempo interwałowe), wykonywałem zdecydowanie za mało ćwiczeń ogólnorozwojowych.

Natomiast w kwietniu chcę wzmocnić całe swoje ciało, w szczególności wspomniane core i pośladki, a także zejść poniżej 37:43 na 10km (nie chcę planować, o ile konkretnie).

Miłego kwietnia! W końcu wiosna do nas przyszła i częściej będzie można biegać w przyjemnej scenerii 🙂

wp-1491294735497.jpg
Czuć wiosnę nad zalewem na Borkach. To moje miejsce do biegania w Radomiu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.