Bieg Oshee 2017 – relacja

Dziesięciu sekund zabrakło mi do wyrównania życiówki na 10 kilometrów. Mimo to, jestem zadowolony z mojego niedzielnego występu. Dlaczego? Przeczytajcie sami 🙂

Niemalże 9000 zawodników i zawodniczek wystartowało o godzinie 9.00 spod Stadionu Narodowego w Biegu Oshee razem z maratończykami i maratonkami. Łącznie było nas około 20 tysięcy. Cudowna sprawa.

Ruszyli. Niczym gazele, niczym antylopy, niczym gepardy. W tym ciasnym tłumie w kierunku Saskiej Kępy i Gocławia biegł razem z nimi Piotruś, któremu jednak do wymienionych dzikich zwierzątek brakuje dużo, bo gdyby posiadał ich skoczność i zwinność, to podpórka barierki, która nagle wyrosła pod stopami, zostałaby ominięta z gracją baletnicy. A tak Piotr „Słoń w składzie porcelany” Adamczyk zaliczył glebę. Tak. Wywaliłem się po jakichś 300-400 metrach od startu.

Ale nie przejąłem się tym. Chyba bardziej zmartwiona była kobieta biegnąca obok mnie, która zdołała z siebie wydusić „JEJU!”. Wstałem i ruszyłem dalej. Nic nie bolało. Jak to kiedyś nawinął Ten Typ Mes: „Adrenalina sprowadza ciosy do muśnięć” 😀

IMG_20170421_191846_898
Skupieni. Lodovico zadebiutował w maratonie i złamał 4 godziny i 15 minut!

Pierwsza połowa dystansu była cudowna. Biegło mi się bardzo dobrze, bez spiny trzymałem tempo. Co prawda miałem nie odpuszczać na krok baloników na 37:30, ale z powodu wywrotki nie znajdowałem się w tej grupie, jednakże miałem ją w zasięgu wzroku i sukcesywnie doganiałem.

A potem przyszedł skręt w ulicę Fieldorfa „Nila”, a następnie w Bora-Komorowskiego i wracamy pod Stadion Narodowy. Pod wiatr. Już wiem, dlaczego tak dobrze biegło mi się w przeciwną stronę.

Nieco zwolniłem. Szczerze powiedziawszy, ten wiatr w twarz nie był aż tak fatalny, lecz dał mi się we znaki z powodu zaniedbań siłowych w moich przygotowaniach. Pozostało mi odliczanie kilometrów do końca. Baloniki uciekły z pola widzenia. Mimo to, nie czułem się zdeprymowany. Skoncentrowałem się na tym, aby w przyzwoitym tempie ukończyć ten bieg.

Kiedy wpadłem na metę, wiedziałem, że wykonałem dobrą robotę. Była typowa zadyszka po biegu na miarę niemalże maksymalnych możliwości. 37:53, o 10 sekund gorzej od życiówki. Jest git.

Spojrzałem na kolano, krew nieśmiało ciekła. Trochę syfiasto to wszystko wyglądało, więc poszedłem do namiotu medycznego. Ratownicy wszystko sprawnie opatrzyli, jeden z nich nawet sam biegał i pochwalił się życiówką na dychę wynoszącą około 45 minut. Kolano zaczęło boleć dopiero po biegu. Adrenalina i determinacja to najlepsze leki przeciwbólowe!

Dlaczego jestem usatysfakcjonowany osiągniętym rezultatem, pomimo kolejnego zbliżenia się do życiówki? Dałem z siebie wiele. Świadczy o tym moje nastawienie do jakiegoś mężczyzny, który, tuż po tym jak skończyłem bieg i szukałem jakiejś barierki, żeby się oprzeć, powiedział coś w stylu „może trochę dalej przejdziesz, tam są krzesełka”. Byłem styrany, z trudem łapałem oddech, dlatego też w głowie miałem tylko jedno słowo sugerujące, aby szybko odszedł ode mnie i dał mi spokój. Oczywiście nie zwerbalizowałem swoich myśli. Po prostu zignorowałem gościa 😉

Z psychologicznego punktu widzenia niedzielny Bieg Oshee na dychę rozegrałem wyśmienicie. Właściwie zamiast „rozegrałem”, powinienem był napisać „się rozegrał”, ponieważ do dzisiaj nie wiem, co sprawiło, że przez cały dystans byłem skoncentrowany i nic negatywnego nie rozpraszało mojej uwagi. Byłem tylko ja, trasa i myśli dotyczące tego, jak dostosować się do panujących warunków. Mistrzowie Zen, Pan Miyagi i inni senseie byliby dumni.

IMG_20170423_140241_782
Ten medal zbytnio mi się nie podoba, ale zdjęcie już tak 😀

Z jednej strony cieszę się jak dziecko lat 90. z roweru górskiego otrzymanego na Pierwszą Komunię, natomiast z drugiej wolałbym wiedzieć, co spowodowało niebywałe (jak na mnie) skupienie. Mam temat do rozważań 😉

Dziękuję wszystkim mnie wspierającym, a specjalnie słowa uznania należą się dla Rodziny, Dziewczyny, RadomSport.pl Running Team i Paru Dobrych Mord. Dajecie mi kopa!

Spodobała Ci się relacja? Bardzo mnie to cieszy! Zapraszam do polubienia profilu Obiegówki na Facebooku, aby być ze wszystkim na bieżąco.

0 comments

  1. Jestem fanem biegania ale nie wystartowałem w tym biegu, główny sponsor czyli Oshee będzie miało proces w sprawie podania nieprawidłowej zawartości kolagenu w swoich produktach. Bardzo nie fajnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.