Bieg Tropem Wilczym 2017 – relacja

10 kilometrów, ostatni start kontrolny przed 12. Półmaratonem Warszawskim. Jak mi poszło? Jaki przełom miał miejsce w moim bieganiu? Zapraszam do lektury!

Cel na ten bieg miałem konkretny: przebiec całą dychę w średnim tempie 3:47/km, czyli w takim, w którym mam zamiar pokonać półmaraton na wiosnę. Chciałem przekonać się, czy przygotowania idą we właściwym kierunku.

Jadąc autobusem na miejsce zawodów, już wiedziałem, że będzie dobrze. Nie wiem, czym było to spowodowane. Pozytywnym nastrojem, miło spędzonym poprzednim wieczorem z dziewczyną, czy niczym konkretnym. Ważne, że w głowie miałem myśl „mhm, jedziesz z tym!” (KęKę by dodał do tego „nigdy dość!„). Miałem zupełnie inne samopoczucie niż przed i w trakcie XXXIV Biegu Chomiczówki.

img_20170225_145735_008.jpg

Tydzień poprzedzający Bieg Tropem Wilczym był treningowo spokojny w moim wykonaniu. We wtorek zrobiłem odcinki w tempie progowym na dość długiej przerwie regeneracyjnej, w czwartek i w sobotę biegałem krótko. O ile dzień przed startem nogi miałem ciężkie, to w niedzielę czułem się dość świeżo. Może nie jak pieczywo w piekarni o poranku, ale gdzieś tak w południe.

I to się potwierdziło na trasie.

Pierwsze kilometry pokonywałem z szerokim uśmiechem na twarzy. Joker byłby dumny. Biegło mi się fantastycznie. Czułem się nie wspaniale, ale WSPA-NIA-LE. Złapałem pozytywne flow. Biegłem jak uradowane małe dziecko za kolorowym motylkiem. Przy okazji wygłupiałem się i czerpałem radochę z pozowania do zdjęć mojej dziewczynie 😀 Miała co robić: cztery okrążenia wokół Parku Skaryszewskiego, co najmniej cztery dogodne okazje, aby uwiecznić moje poczynania. A że lubi cykać fotki, to nie miałem wyrzutów sumienia, że nudzi się czekając na mnie 😉

img-20170226-wa0001.jpg
Dab w biegu / fot. Karolina Cichocka

Mały kryzys złapał mnie na 5.-6. kilometrze, ale szybko minął. Myslałem „eee, już tylko 4, a potem 3, a potem 2, a potem ostatni kilometr”. Im mniej dystansu zostawało mi do końca, tym biegło mi się lepiej. Dowód? 9. kilometr pokonałem w 3 minuty i 34 sekundy 🙂 Ok, przyznaję się, ostatni był w 3:56…

Niestety, nie kontrolowałem całkowitego czasu. Zameldowałem się na mecie z wynikiem 37:47, czyli o 4 sekundy gorszym od życiówki. Dało mi to 9. miejsce w klasyfikacji generalnej. Co ciekawe, czas netto wyniósł 37:42. Życiówka została pobita o sekundę. Jednakże bardzo dobra lokata sprawiła, że sklasyfikowano mnie według czasu brutto. Zatem nie uznaję 37:42 jako mojego nowego PB 😉 Ten osiągnę pod koniec kwietnia na Orlenie, hehe.

Pewnie kołata Wam w głowie pytanie, czy gdybym kontrolował całkowity czas, zamiast biec nonszalancko od kilometra do kilometra, to pobiłbym życiówkę. I tak, i nie. Wydaje mi się, że zdecydowanie więcej dobrego dało mi bieganie na luzie, bez spiny o końcowy czas niż sztywne trzymanie się tempa i obliczanie, ile mam straty, ile mam zapasu.

W porównaniu do problemów podczas Biegu Chomiczówki, w mojej głowie dokonał się przełom. Po prosu cieszyłem się tym, co robię. Chyba o to w życiu chodzi 🙂

img-20170226-wa0004.jpg

Kolejne ważne fakty: na mecie czułem się wyśmienicie, nie padałem na ryj, nogi nie uginały się pode mną. Na dodatek jeszcze nie wszedłem na najwyższe obroty w okresie przygotowawczym do półmaratonu. Wyczuwam, że forma nadchodzi wielkimi krokami!

Serdecznie dziękuję Rodzinie, Dziewczynie (jej mogę poświęcić osobny akapit, ale oszczędzę Wam tego rzygania tęczą, napiszę tylko, że ten medal dedykuję jej i dowiaduje się ona o tym właśnie teraz, hihi), Paru Dobrym Ziomeczkom i RadomSport.pl. Dajecie mi nieocenione wsparcie!!! Ten wynik to też i Wasza zasługa.

Chcesz być na bieżąco? Zapraszam do polubienia profilu Obiegówki na Facebooku: www.facebook.com/obiegowka/

0 comments

        • Wydaje mi się jednak, że na wysoki, a może nawet i na bardzo wysoki poziom sportowy można wejść samymi treningami. Nie mówię już o poziomie mistrzowskim, typu Usain Bolt czy Mo Farah. Kwestia tego, ile kto jest w stanie poświęcić.
          Szczerze powiedziawszy, nie trenuję dużo (4 razy w tygodniu), mam braki w treningu ogólnorozwojowym, jestem fatalnie (nie)rozciągnięty, ale trenuję mądrze 🙂 Czytam, obserwuję własny organizm, wysnuwam wnioski.
          A Ty biegasz coś? 🙂

          • Coś tam biegam, choć ostatnio sobie odpuściłem i strasznie się z tym czuję. Ciagle powtarzam sobie, że jutro na pewno idę pobiegać..;)

          • Zapewniam Cię, że jak już zaczniesz, ale tak na spokojnie, bez ścigania się, to bieganie Cię pochłonie. Zachęcam gorąco! 🙂

          • Pochłania mnie regularnie a potem nadchodzi spadek przeważnie:) we wrześniu przebiegłem półmaraton a ostatnio dwa miesiące odpuściłem sobie. Ciągła walka o motywację:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.