4 proste patenty na znajdowanie czasu na trening

Kolejne nadgodziny, kolejna randka, kolejne sobotnie imieniny kota, które się nieco przedłużyły – jak to wszystko pogodzić z bieganiem? Zapraszam do zapoznania się z listą moich patentów na wyciskanie dodatkowych minut z dnia niczym soku z resztki cytryny.

Biegaj z pracy do domu/z domu do pracy.

Opiszę pierwszą opcję, bo z drugiej jeszcze nie skorzystałem 🙂 Zabierasz ze sobą do pracy rzeczy potrzebne do biegania. Gdy już odbijesz kartę, przebierasz się, a ciuchy, które miałeś na sobie przez osiem godzin (albo więcej/mniej), zostawiasz w pracy, Zamiast wracać komunikacją miejską, korzystasz z siły swoich nóg.

Zalety: nie tkwisz w korkach, a biegniesz i tym samym oszczędzasz czas. Babcie są szczęśliwe, bo znajdują wolne miejsce na swoje siatki z zakupami. Wady: raczej nie wykonasz w ten sposób interwałów, zatrzymywanie się na przejściach dla pieszych może być irytujące.

Jak to sprawdza się u mnie? Z domu do pracy mam około 13km. Jeżeli chcę biec dłużej, to… biegnę dłużej. Wydłużam trasę, na ile mi to pozwala układ ulic/chodników. A co z krótszymi treningami? Cóż… Robię, powiedzmy, 8km, a potem hop do autobusu, gdzie wszyscy czują zapach prawdziwego mężczyzny. Shame on me, przepraszam…

Zrezygnuj z biegów regeneracyjnych

Jeżeli już musisz definitywnie pogodzić się z odpuszczeniem jakiegoś treningu, pozostaw w planie mocniejsze akcenty, robiąc sobie dzień wolny wtedy, kiedy masz wyklepać kilka regeneracyjnych kilometrów. Dobrze wiemy, że 5-6km to nie tylko 30 minut biegania, ale też czas poświęcony na rozgrzewkę, rozciąganie, prysznic (hmm, w sumie codziennie i tak się myjemy).

Zalety: odpoczywasz. Naprawdę odpoczywasz. Wady: nie wykonujesz kilometrażu, na niektórych biegi regeneracyjne działają lepiej niż ich brak.

Jak to sprawdza się u mnie? Mój organizm dobrze reaguje na brak biegów regeneracyjnych. Co nie oznacza, że każdy tak ma. Z drugiej strony, wolałbym pobiegać. Po prostu. Bo to lubię. Bo mam wyrzuty sumienia. Zdecydowanie bardziej preferuję pobiegowy wyrzut mitycznych endorfin.

To co możesz zrobić jadąc autobusem, zrób w autobusie

Mowa o tak błahych pożeraczach czasu jak seriale, prasówka, portale społecznościowe, odpisywanie na korespondencję (pomijając tą z Rossmanna czy z innej Castoramy).

Zalety: nie nudzisz się podczas jazdy autobusem. Wady: możesz być tak pochłonięty wyżej wymienionymi rzeczami, że miniesz swój przystanek.

Jak to sprawdza się u mnie? Czasem mi się nie chce, czasem jestem tak niewyspany, że wolę po prostu założyć słuchawki na uszy, puścić muzykę i płynąć. Ale jeżeli już te rzeczy ogarnę podczas powrotu z pracy, to w domu mogę właściwie nie odpalać komputera i zdecydowanie mniej korzystać z telefonu.

Planuj cały tydzień z góry

Absolutny mus. Zwłaszcza, kiedy dzielisz z kimś czas na pół. Trzeba rozplanować, gdzie, kto, co i jak na tydzień z góry, aby mieć chwile zarówno dla siebie na treningi, jak i dla partnerki/partnera. Unikacie wtedy niesnasek typu „ty nie masz dla mnie czasu”. Trzeba tylko wzajemnie rozumieć potrzeby obu stron.

Zalety: wilk syty, owca cała. Wady: brak.

Jak to sprawdza się u mnie? Sprawdza, uwierzcie 🙂

Sposobów na oszczędzaniu czasu jest multum. Każdy ma swoje własne. A jakie są Twoje?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.