Fśśt cz. 2 – czyli zwolnij człowieku, slow life mode on

Ponad rok temu wylałem na klawiaturę przemyślenia dotyczące ciągłego gonienia za pozornym rozwojem osobistym. Ostatnie wydarzenia z mojego życia jeszcze bardziej skłaniają mnie ku stwierdzeniu, że są rzeczy ważniejsze niż ciągły pęd za robieniem czegokolwiek, byle tylko nie stać w miejscu. Byle tylko być w ruchu. Robić, ale nieważne co. Ważne, żeby nie leżeć na kanapie z brzuchem lub tyłkiem do góry, w zależności od upodobania.

(Swoją drogą, ubiegłoroczny tekst idealnie pokazuje, w jaki sposób ewoluował mój styl. To tak à propos rozwoju 😉 )

Mam wrażenie, że obecnie moda na nieustanny rozwój osobisty już trochę osłabła w porównaniu z poprzednim rokiem. Cieszy mnie to. Rzućmy wszystko i wyjedźmy w swoje Bieszczady.

Powiedz, znowu ten tryb ci wszedł?
Bezsensowna gonitwa, idiotyczny bieg

Pragnę wytłumaczyć jedno: bynajmniej nie uważam, że ulepszanie samego siebie to coś złego. Niemniej jednak trzeba znać zdrowy umiar. Każdy z nas ma swoje granice tolerancji stresu i ogólnego zapierdolu na fejsie życiowego. O swoich uświadomiłem sobie dopiero w ostatnim czasie, analizując wydarzenia z mojej bliższej i dalszej przeszłości.

Niedawno miałem małe zawirowania w życiu osobistym (Szanowne Panie, ogłaszam oficjalnie: już bez przeszkód można umówić się ze mną na kawę!). Do tego doszło nietrzymanie diety, o którą muszę dbać przy swoich problemach zdrowotnych. Oba elementy odbiły się negatywnie na moim ogólnym stanie zdrowia. Dodam jeszcze, że nie mogłem kultywować największej życiowej pasji, jaką posiadam. Na pewien czas byłem zmuszony zaprzestać treningów biegowych, ale najgorsze już za mną. Na szczęście na niektórych lekarzy, rodzinę i swoich ludzi mogę liczyć. Dzięki nim, wszystko zmierza ku zarąbiście pozytywnemu zakończeniu 🙂 Nie wiem, czy kiedykolwiek Wam się odwdzięczę!

Za sprawą powyższych doświadczeń, dowiedziałem się, co jest dla mnie naprawdę ważne: LUZ. Lubię go mieć w życiu. Lubię robić wszystko swoim tempem bez żadnej presji z zewnątrz. Tak, zdaję sobie sprawę, że nie da się zupełnie uniknąć stresu. To jest niemożliwe jak brak koperku do młodych ziemniaczków. Jednakże da się go zminimalizować, co korzystnie odbija się na samopoczuciu. Polecam każdemu.

Oczywiście, istnieją jednostki, które nie wyobrażają sobie życia bez stresu. On je napędza do działania. Bez siekiery nad karkiem nie są w stanie zmobilizować się do niczego. Mieszkałem kiedyś z ziomkiem (swoją drogą bardzo w porządku człowiek z niego nadal jest), który naukę do egzaminu rozpoczynał najczęściej dzień przed godziną zero. Nieważne, ile miał materiału do przyswojenia. Chociaż mógł spokojnie przygotować się do egzaminu przez tydzień, bo nie miał nic do roboty, to i tak tego nie czynił. Jedną z przyczyn było nasze zamiłowanie do rywalizacji, które objawiało się w dość pospolity, jak na studentów, sposób. Mieliśmy playstation, mieliśmy dwa pady, mieliśmy fifę. Były ważniejsze rzeczy niż nauka, a o rozwoju osobistym żaden z nas nie słyszał i słyszeć nie chciał 😀

Ja preferuję działanie na spokojnie. Presja czasu powoduje we mnie niepotrzebne nerwy. Jak coś będę chciał zrobić, to zrobię. No dobra, przez osiem godzin dziennie MUSZĘ czymś się zajmować. Ale z drugiej strony sam wybrałem pracę na etacie 😉

Pójdź sobie trawę bez pośpiechu podeptać
świat 2.0 jakoś to przetrwa

Co kto lubi. Jeden dostaje fioła, kiedy nie wiadomo w jaki sposób ma zmierzyć się z kwadransem wolnego czasu, pomiędzy nauką piątego języka obcego z grupy północnokaukaskiej a kolejnym treningiem squasha. Bo w końcu nie można mieć pustych przebiegów! Bo czas na refleksję to czas stracony! Nie myśleć! Działać! Najlepiej zdążyć ze wszystkim na sekundę przed nastaniem natychmiast.

Inna osoba nie wyobraża sobie dnia bez teoretycznie totalnie nieproduktywnej godzinnej kąpieli z olejkami eterycznymi i grubą warstą piany. Dla niej człowiek z poprzedniego akapitu to pogrzaniec. A dla niego każdy, kto lubi się zatrzymać choćby na moment, przegrywa swoje życie poświęcając się nieefektywnym zajęciom mającym na celu zwykłe wyluzowanie się bez wspomagaczy typu alkohol lub trawa.

Nie oceniam. Chcę tylko skierować pytanie do typowego rozwojoholika: jeżeli ciągle odczuwasz presję i widzisz, że sobie z nią przestajesz radzić, to czy stanie się coś złego, jak wyjdziesz na półgodzinny spacer bez telefonu i bez myślenia o codziennym natłoku obowiązków i „obowiązków”?

Odpuść pracę nad sobą;
Weź psa na spacer, jak nie masz psa, to pożycz od kogoś
Wiem, schody czasem istotnie tu strome
Ale trzeba niewiele tak, ot, małe [fśśśt] na moment

Niestety, nie ma na to jednej słusznej odpowiedzi. Lubisz być ciągle w ruchu? To się ruszaj. Lubisz czasem wrzucić na luz z najwyższych obrotów? Zrób to. Człowieku, zadbaj o swoje potrzeby i nie patrz na zdanie innych oraz wszechobecne mody.

Spodobał Ci się tekst? Mam małą prośbę: polub profil Obiegówki na Facebooku: KLIK.

Cytaty między akapitami pochodzą z utworu „Fśśt” Łony i Webbera.

0 Replies to “Fśśt cz. 2 – czyli zwolnij człowieku, slow life mode on”

  1. Zawsze lubię czytać takie teksty, bo sobie potem myślę „A dobra, w dupie to mam, dziś nic nie robię”, ale niestety przede mną pięć egzaminów, jest 10:40, wstałam 40 minut temu, nic nie umiem, a jeszcze jestem w warszawskim nastroju (następnym razem się mitniemy!), więc nie mogę wdrożyć w życie tego super planu xD Też się cieszę, że już przycichło o tym rozwoju, widocznie wszyscy się już zmęczyli tym rozwijaniem się „bo tak każą internety”.

    1. No ja myślę 😉
      „Bo tak każą internety” – ogólnie presja społeczna ma niesamowity wpływ na ludzi. U nas w Polsce jest przeświadczenie, że:
      1. Trzeba mieć własne mieszkanie.
      2. Trzeba mieć partnera/partnerkę życiową.
      3. Trzeba mieć pracę na etacie (chociaż to coraz rzadziej).
      4. Trzeba mieć skończone studia.
      Ale nikt nie bierze pod uwagę tego, że ktoś do szczęścia potrzebuje czegoś zupełnie innego.
      Słyszałem historyjkę o dziewczynie, która żyje sama i jest jej tak dobrze. Świetnie, propsy dla niej. Jednakże na każdej rodzinnej uroczystości pytają ją „KIEDY SE CHŁOPA ZNAJDZIESZ”, każde życzenia urodzinowe lub świąteczne również do posiadania partnera się sprowadzają. A ona już tym rzyga 😉

Dodaj komentarz