Choroby zapalne jelit i motywacja. Skąd czerpać energię?

skad czerpac energie

Choroby zapalne jelit często łączą się z osłabieniem motywacji. Gdzie znaleźć siłę w chwilach kryzysu? Czym odwrócić swoją uwagę od zaostrzenia? Czy wtedy motywacja zawsze musi być na niskim poziomie?

Wszystko zaczyna się w naszych głowach – oklepane bardziej niż schabowy tłuczkiem w niedzielę, czyż nie? Jednakże, co zostało potwierdzone u wielu chorych, odpowiednie podejście do choroby zapalnej jelit może sprawić, że przebiega ona łagodniej nie tylko pod względem psychologicznym (np. pacjent nie frustruje się brakiem efektów leczenia), ale też i klinicznym (np. zmniejszone objawy w zaostrzeniu).

Ze studiów jeszcze co nieco pamiętam, więc podzielę się wiedzą. Naukowcy, może i amerykańscy również, wyróżniają dwa typy motywacji: wewnętrzną oraz zewnętrzną. Pierwsza tkwi w nas samych, druga pochodzi z otoczenia. Przykład? Jeśli pracujesz w firmie XYZ, bo uwielbiasz to robić, bo spełniasz się w tym, bo otwierasz powieki rano, aby oddać się temu zajęciu – właśnie doświadczasz motywacji wewnętrznej. Natomiast gdy zwlekasz się z łóżka do tej samej firmy, aby tylko zarobić, aby rodzice przestali truć, że nie masz zajęcia, aby spełniać czyjeś oczekiwania – w tym przypadku mówimy o motywacji zewnętrznej.

Wydaje mi się, że w przypadku osób z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit czasem może być niezwykle trudno o siłę płynącą z wewnątrz. No bo jak tu prowadzić własny biznes, ćwiczyć z Chodakowską lub robić na drutach kolejny cudny i mięciuteńki pulowerek, kiedy jelita skręca, a deska klozetowa non stop jest ciepła (bynajmniej nie po tacie)?

Istnieje wiele źródeł, z których można czerpać motywację. Wrzodziejące zapalenie jelita grubego i choroba Leśniowskiego-Crohna nie wykluczają z egzystencji. Ba, da się z nimi żyć oraz, poza pewnymi niedogodnościami, spełniać marzenia. Niemniej jednak, każdy czasem ma chwile zwątpienia, podczas których motywacja wewnętrzna już przestała się nawet nieśmiale tlić. Gdzie wtedy szukać energii?

Rodzina, bliscy, grupy wsparcia

Zanim zacząłem pisać ten tekst, zadałem pytanie na facebookowej grupie wsparcia osób z NZJ, skąd brać motywację, co dodaje energii poszczególnym chorym. Najczęściej wymienianym bodźcem była rodzina oraz bliscy. Czasem wymieniano również zwierzęta, którymi się opiekowano. W wielu przypadkach stanowią w końcu członków rodziny 😉 To dla nich warto żyć. Nieistotne, czy chcesz odchować dzieci, czy opiekujesz się rodzicami, którzy nie poradzą sobie bez Twojej pomocy.

Ok, ale nie u każdego więzy krwi łączą dostatecznie blisko. Niektórzy wyznają zasadę „z rodziną to tylko na zdjęciu”. Co wtedy?

Idę o zakład, że masz wokół siebie co najmniej jedną-dwie osoby, które lubią z Tobą rozmawiać, spędzać czas. Ot tak, po koleżeńsku. Nie tylko przy alkoholu, ale także podczas normalnego spaceru w parku. Moim zdaniem, dobrze jest informować swoich znajomych (oczywiście tych najbardziej zaufanych) o trudnościach związanych z chorobą. To jest trudne. Ale im jaśniejszy przekaz, tym łatwiej jest drugiej osobie go zrozumieć. Warto się odważyć, ponieważ zrzucisz z siebie pewien ciężar, a na dodatek masz kogoś, kto Ciebie wysłucha. I tu nie chodzi o dawanie jakichś rad. Tylko o zwykłe wysłuchanie ze współczuciem i zrozumieniem.

Wstydzisz się choroby? A gdyby ktoś z Twojego otoczenia cierpiał na jakiekolwiek schorzenie, to odsunąłbyś się od niego z tego powodu i uznał za gorszego?

Dobra, rozumiem. Nadal może być z tym ciężko. Dlatego też zachęcam do dołączenia do grup wsparcia na Facebooku. Wpisz w wyszukiwarkę „crohn” lub „wzjg” i znajdziesz ludzi, którzy doskonale Ciebie zrozumieją. Uwierz, na grupach nie tylko pojawiają się posty typu „hemoglobina, żelazo i crp poza normą, co to oznacza?” lub „skończył mi się encorton, pomóżcie”. Natrafisz tam również na pozytywne wpisy. Niedawno jedna z osób zgarnęła masę gratulacji za zrobienie Korony Półmaratonów Polskich (nie, to nie byłem ja 😉 ). Sądzę, że to może podbudować psychicznie.

Zajęcie. Jakiekolwiek

Seriale, książki, szydełkowanie, muzyka, krzyżówki – zabierz się za cokolwiek, aby tylko nie myśleć o chorobie.

Ile osób, tyle pomysłów na spędzanie czasu wolnego. Tak, ja doskonale rozumiem: gdy jelita napierdalają, to nawet czytanie skandynawskich kryminałów lub oglądanie „True Detective” (dobra, „Gra o tron” też może być) nie cieszy tak jak podczas remisji. I czasem może nawet nie chcieć się wcisnąć PLAY na Netflixie lub innym HBO Go. Ale nicnierobienie i ciągłe rozmyślanie o chorobie na pewno pomoże? Odpal ten serial, a następnie obejrzyj chociaż odcinek. Nawet na raty. Lepsze to niż patrzenie w sufit i jojczenie.

W kwietniu będąc na L4 wsunąłem dwa sezony „Gomorry”, ciesząc się z wolnego czasu. Oczywiście, wolałbym nie łykać tyle prochów i móc normalnie chodzić do pracy, ale pewnych rzeczy nie przeskoczę 😉 Czas spędzony w mieszkaniu musiałem sobie jakoś zorganizować, bo niestety biegać nie mogłem. A skoro już przy tym sporcie jesteśmy…

Polecam każdemu znalezienie życiowej pasji, która sama w sobie doda Wam skrzydeł (motywacja wewnętrzna, hehe). W moim przypadku jest to bieganie. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nawet leżąc w łóżku istnieje możliwość doskonalenia się w tym fachu. W jaki sposób? Pogłębianie wiedzy dotyczącej treningu, przygotowywanie się mentalne do zawodów… Bieganie to nie tylko człapanie po ścieżkach. Wydaje mi się, że wiele pasji umożliwia zmianę punktu skupienia.

Rysujesz i nie masz weny, aby nabazgrać coś fajnego? Poczytaj o różnych technikach, pooglądaj dzieła swoich mistrzów. Grasz na skrzypcach, lecz nie możesz uczestniczyć w próbach swojej orkiestry? Poproś kolegę lub koleżanką, żeby skorzystała z zarąbistej opcji rozmowy wideo na smartfonie w celu śledzenia prób. Naprawdę istnieje wiele możliwości!

Jeśli chociaż jedna osoba po przeczytaniu powyższego tekstu dostała, może nie kopa, ale szturchnięcia do działania – jestem zadowolony 🙂 Daj znać, jak coś.

Dodaj komentarz