Czego uczy choroba?

Wyszukiwanie pozytywnych aspektów w przechodzeniu przez chroniczną chorobę może przypominać szukanie pierścionka z diamentem w toi toiu użytkowanym przez trzy dni z rzędu podczas festiwalu. Nikła szansa na sukces poprzedzona iście desperackim wyczynem. Jednakże, jeśli nie istnieje żaden inny wybór (bo akurat w przypadku wrzodziejącego zapalenia jelita grubego i choroby Leśniowskiego-Crohna go nie ma), to dobrze jest znaleźć kilka swego rodzaju korzyści w zaistniałej sytuacji.

Kiedyś jadąc autobusem usłyszałem dość ciekawą wypowiedź pewnej pani po 50-tce dotyczącej jej raka. Stwierdziła, że Bóg ją wystawił na próbę i ogólnie to ona się cieszy, zmagając się na co dzień z nowotworem. Nie dosłyszałem już, na czym ta próba miałaby polegać. Być może mogła przestać wierzyć, a tego nie zrobiła. Nieważne. Moim zdaniem, zasługuje na medal i kwiaty w kategorii „Wyszukiwanie pozytywów w złych doświadczeniach”.

Ja jestem daleki od aż tak, hmm, odważnych przemyśleń. Niemniej jednak, choroba potrafi sporo nauczyć i zmienić postrzeganie wielu kwestii.

Nie dla pochopnych wniosków

Dzięki chorobie, mam w sobie więcej wyrozumiałości i empatii dla otoczenia. Zdałem sobie sprawę (lepiej późno niż później), że z boku nie wszystko jest takie, jakie w rzeczywistości może być. A co za tym idzie, STARAM SIĘ nie wysnuwać stanowczych wniosków bez znajomości szerszego kontekstu.

Mądra osoba uzmysłowiła mi kiedyś cudowną rzecz: jeżeli ekspedientka nie uśmiechnęła się kasując kolejny zakupiony przez kolejnego klienta produkt, ba, zachowała się niemiło w stosunku do niego, to niekoniecznie musi oznaczać, że zaatakowała go personalnie z premedytacją. Równie dobrze, pani Krysia/Halinka/Bożenka może być w wisielczym humorze, bo:
– ma problemy osobiste;
– jest dwunastą godzinę z rzędu w pracy;
– zarabia grosze, ledwo starcza jej do pierwszego i nie ma siły tego zmienić;
– ma okres i źle się czuje.

No, a z boku ktoś pomyśli „co za nieuprzejma menda”. Tak, pracę można zmienić, bo czerwone ferrari tylko czeka aż do niego się wsiądzie, ale bądźmy poważni: nie każdy ma odpowiednie cechy charakteru, umiejętności, aby wyjść z trudnej sytuacji.

Ja wiem, że kołczowie motywacyjni i cały ten trend carpe diem, braku pustych przebiegów i nieustannego rozwoju zgoni sytuację tejże ekspedientki na jej słabość, a potem zachęci do przyjścia na sesję płatną 150zł za godzinę. Kurde, ale nie każdy jest lub musi być mentalnym Mohammedem Alim (zanim stał się najlepszym pięściarzem w dziejach, to powtarzał sobie codziennie, że nim jest). Są dyrektorzy, są menadżerowie i są pracownicy niższego szczebla, sprzątaczki, kelnerzy.

Zdarzają się momenty, kiedy trzeba odpuścić

Z chorobami zapalnymi jelit da się żyć. I to wcale nie musi być życie usłane różami skierowanymi w stronę sedesu. Oczywiście, pewne etapy choroby wymagają pójścia na L4 i wysiedzenia swojego w miejscu, gdzie władca rozmyśla samotnie nad swoim królestwem. Kiedy wchodzi się w zaostrzenie, należy iść do lekarza oraz słuchać się jego zaleceń. A także popieścić się ze sobą.

Chodzisz na kibel 10 razy dziennie i jednocześnie śmigasz do pracy lub wykonujesz wszystkie domowe obowiązki, bez odpuszczania, aby pokazać… no właśnie co? Weź książkę, obejrzyj Klan lub Familiadę. Odpocznij po prostu. Brudne gary w zlewie poczekają. Nie wyjdą i Ci nie spuszczą wpierdolu. Jak masz potrzebę, to i popłacz. Odpowiednie i zarazem spokojne prowadzenie się podczas zaostrzenia zdecydowanie szybciej wywoła remisję niż forsowanie organizmu do pracy ponad normę. Przodowników pracy poszukiwano kilkadziesiąt lat wcześniej.

Jestem chory. I co z tego?

Lubię podróżować. Inna sprawa, że z różnych względów rzadko to robię. Uwielbiam muzykę. Chodzę na ciekawiące mnie koncerty, kiedy tylko takowe są w pobliżu i nie tylko. Kocham biegać. Trenuję 4-5 razy w tygodniu i mam całkiem niezłe wyniki.

Poza tym: biorę leki, w miarę uważam na to, co jem, staram się wysypiać i nie stresować (chociaż w pewnych sytuacjach wkurwiam się jak każdy normalny człowiek). Uważam, że da się żyć z pasją, energią i uśmiechem posiadając wzjg.

Idealnym przykładem łączenia nzj i osiągania niewiarygodnych sukcesów jest Kathleen Baker. Gdy miała 13 lat, zdiagnozowano u niej chorobę Leśniowskiego-Crohna. Gdy miała 19 lat, wróciła z igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro ze złotym i srebrnym medalem w pływaniu. Nie, to nie były zawody dla paraolimpijczyków. Amerykanka walczyła ze zdrowymi i w pełni sprawnymi sportowcami.

Nie ma miejsca na pierdoły

„Czasem potrzebny jest wstrząs i powstaje sztos” – rapuje Oskar z PRO8L3Mu. Biorąc pod uwagę moje doświadczenie, podpisuję się pod jego słowami.

Takim wstrząsem była dla mnie choroba. Chociaż nie zmieniłem swojego życia z dnia na dzień po usłyszanej diagnozie. Doszedłem do pewnych wniosków z czasem. Wstrząs z odroczonymi skutkami 🙂

Choroba spowodowała, że zdecydowanie rzadziej niż przed diagnozą przejmuję się błahostkami i lepiej spędzam czas. Czerpię z życia większymi garściami. Ok, to nie są może guliwerowe garście, niemniej jednak staram się nie marnować czasu, bo wolę robić to, na co mam ochotę.

A że czasem mam ochotę scrollować instagrama lub fejsa, poleżeć… Wszystko jest dla ludzi.

Podsumowanie

Choroba nie musi być wyrokiem, który przykuwa nas do łóżka (w przypadku CUdaków – do kibla). Można z niej wyciągnąć kilka wartościowych nauk. Wiele zależy od podejścia, a także fazy choroby.

A co Wy myślicie na ten temat? Dajcie znać w komentarzach tutaj lub na fejsie 🙂

Dodaj komentarz