Do you like like 4 like?

Lubię oglądać seriale. Dobre seriale. Takie, które skłaniają do myślenia i nie opowiadają typowych historii, ewentualnie przedstawiających utopijną wizję na przykład rodziny, w której z patosem w głosie podczas śniadania w dzień powszedni mówi się „poproszę cukier” przy akompaniamencie dramatycznej muzyki.

Po pierwsze – w którym domu dekoruje się stół do codziennego śniadania? Wydaje mi się, że z rana ludzie spieszą się do pracy lub szkoły. Po drugie – jestem przyzwyczajony do nieco innego zwracania się do domowników. Ale spoko, żadnej patologii, tylko zwykłe „mamooo, weno podaj cukieeer”, na co w odpowiedzi słyszę „Bozia dała dwie rączki, sam se weź”.

„Black Mirror” raczej takim serialem nie jest. Raczej, bo nie obejrzałem wszystkich odcinków, a zaledwie… dwa. Yup. Jednakże jeden z nich, a mianowicie pierwszy odcinek trzeciego sezonu, skłonił mnie do przemyśleń, które chcę uzewnętrznić na piśmie, a nie tylko zostawić w odmętach mojej pamięci.

Serial traktuje o dość ponurej wizji niedalekiej przyszłości, a wspomniany przeze mnie epizod opowiada historię społeczeństwa, w którym każde ludzkie zachowanie jest oceniane i wpływa na średni rating danej osoby. Wiadomo, im lepsza średnia nota, tym można pozwolić sobie na więcej. Ale nie chodzi tutaj o noszenie lśniącej zbroi, której żadna włócznia nie przebije (niczym w grach RPG), a o, między innymi, korzystanie z usług. Przykład? Masz średnią niższą niż 4.0, nie możesz skorzystać z linii lotniczych, musisz tarabanić się 800km samochodem lub autokarem.

Ludzie w tym społeczeństwie są sztuczni i posuną się do wyrażenia swojej największej aprobaty, mimo tego, że coś im się totalnie nie podoba. Liżą sobie nawzajem dupy jak pawiany w zoo (ok, one je PIELĘGNUJĄ). Rzygać się chce, widząc tego typu zachowania. No ale rating to rating, nie można go lekceważyć, bo będzie się wykluczonym!

Mam wrażenie, że obecnie jesteśmy świadkami czegoś podobnego. Szczególnie na Instagramie. Istnieją już nawet grupy obcych sobie ludzi, którzy lajkują wzajemnie zdjęcia tylko po to, aby algorytmy tego serwisu społecznościowego częściej je wyświetlały na tablicy innych osób lub w podpowiedziach. Wiadomo, większa liczba polubień łączy się z większą liczbą potencjalnych reklamodawców (lub ich lepszą „jakością”).

AUTOREKLAMA: Wiecie, nie mam nic przeciwko pomaganiu znajomym w rozkręcaniu różnych inicjatyw. Od tego jestem. Kolega poprosi, będę w stanie, to pomogę. Nawet jak nie zapyta, postaram się coś zrobić w kierunku tego, aby odniósł sukces. I nie oczekuję żadnej zapłaty za to. Będę się cieszył, kiedy mu się uda. Make love.

Drażni mnie tylko masowe lajkowanie zdjęć, aby sobie podbić zasięgi w serwisach społecznościowych. No kurde, serio? Nie lepiej wrzucić jakąś wartościową treść i ją odpowiednio zareklamować? A może, z drugiej strony, nie ma innej drogi do sławy i pieniądza, bo algorytmy w social media są obliczone w ten chory sposób? Ja wiem, że sexy foteczka z nabrzmiałymi od botoksu ustami zgarnie więcej lajków i komentarzy niż wpis traktujący o imperatywach w filozofii Kanta. Ale naprawdę lepiej świecić ucharakteryzowanym dupskiem niż charakternym umysłem?

Kiedyś przeczytałem fantastyczną rzecz: to drugie wrażenie jest ważniejsze niż pierwsze. Bo to na pierwszy rzut oka może się wydawać, że dany człowiek jest fenomenalny, kipi od niego pewność siebie, a uśmiech nie schodzi z jego facjaty jak Maryla Rodowicz ze sceny muzycznej. Dopiero po jakimś czasie może wyjść na jaw, że banan od ucha do ucha jest żmudnie trenowany codziennie w lustrze, a śmiałość jest na pokaz, bo w środku skrywa się sierotka lub sierot Marysia.

0 Replies to “Do you like like 4 like?”

  1. To ja już chyba nie należę do tego świata, bo wszelkie ulepszenia botoksowe działają na mnie jak płachta na byka…

    1. Spoko, nie jesteś sam 😉 Mnie np. bardziej one śmieszą niż denerwują.

Dodaj komentarz