W jakim celu prowadzić dziennik treningowy?

Jeżeli chcecie osiągnąć sukces w jakiejkolwiek dziedzinie, dobrze jest pamiętać, jaką drogę się przebyło. Na końcowy tryumf w bieganiu składa się wiele czynników. Niestety, na 99,9% nikt nie jest w stanie zapamiętać ich wszystkich. Dlatego dobrze jest prowadzić dziennik treningowy.

Zamknęliśmy sezon z życiowką. Świetnie. Nie ma znaczenia, czy robiliśmy trening „na pałę”, czy to był przemyślany plan ułożony przez trenera Kenenisy Bekele lub innego Wilsona Kipketera. Zawsze warto prowadzić zapiski dotyczące tego, co nas doprowadziło do upragnionego celu, żeby wiedzieć, co powtórzyć, a czego uniknąć w kolejnym sezonie.

Jeden z moich dzienników treningowych

Do tego właśnie służy dziennik treningowy. Umiejętna analiza parametrów pozwoli nam wyciągnąć słuszne wnioski i odpowiednio zmodyfikować treningi w zależności od potrzeb.

Przejdźmy do przykładu. Jednego dnia zrobiliśmy, wydawałoby się, morderczą jednostkę praktycznie bez wysiłku. Dwa dni później ledwo co jesteśmy w stanie ukończyć pięciokilometrowy regeneracyjny bieg. Co poszło nie tak? Sięgamy po dziennik treningowy i analizujemy, co mogło sprawić, że zwykły i prosty bieg sprawiał trudność jak Syzyfowi wtaczanie głazu pod górę.

Oprócz oczywistych parametrów jak tempo, tętno, pokonany dystans, chcę zwrócić Wam uwagę na dwie bardzo ważne, lecz często pomijane, kwestie:

  1. Warunki atmosferyczne – zdecydowanie inaczej bije serce podczas treningu w tym samym tempie na kilometr, kiedy mamy leciutki wiatr w plecy oraz kiedy cały czas walczymy z wmordewindem. Pierwszy wariant nie sprawi trudności, natomiast drugi może okazać się bardzo wymagający. Dlatego też dobrze jest zapisywać warunki pogodowe typu temperatura, wiatr oraz jego kierunek (czy w twarz, czy w plecy), zachmurzenie (25 stopni przy niebie koloru popiołu to nie to samo co 25 stopni w pełnym słońcu), opady atmosferyczne.
  2. Notatki/uwagi – czy spaliśmy dobrze, czy głowa nas nie bolała, czy to były „te dni”, czy to nie były „te dni”, czy po prostu czuliśmy się fatalnie, czy byliśmy w hipereuforii i pobudzeni jak Tygrysek z książki A.A. Milne’a, czy spędzaliśmy noc z połówką. I bynajmniej nie drugą, Świńtuszki Wy Moje 😉

Przykłady dzienników treningowych

W internecie znajdziecie całą masę gotowych dzienników treningowych. W szczególności polecam Wam następujące:

  1. Polar Flow – prosty i czytelny. Korzystam z niego, bo nie muszę nic wypełniać – treningi zgrywam z zegarka do aplikacji w telefonie, skąd są automatycznie przesyłane do serwisu.

    polarflow
    Wycinek z serwisu Polar Flow. Wszystkie dane oferowane przez tę fińską firmę nie zmieściły się na jednym screenie 😉
  2. Dziennik treningowy Konrada Różyckiego – w pewnych kręgach stał się legendarny. Obfituje w różnego rodzaju wykresy, tabelki, pola do wypełnienia. Z początku wydaje się dość skomplikowany, ale po zaznajomieniu się ze wszystkimi możliwościami, nie będziemy mogli się bez niego obejść. Korzystałem z niego przez dłuuugi czas.
  3. Własny Excel – dlaczego? Bo przy podstawowej znajomości tego programu stworzymy dziennik treningowy skrojony idealnie do własnych potrzeb.
  4. Najzwyklejszy notes – dla tych, którzy lubią pisać odręcznie. Może to z powodu mojego nieczytelnego pisma dopiero teraz zdecydowałem się takowy prowadzić 😉 Ot taki swojego rodzaju pamiętnik.

Jak sami widzicie, poświęcając kilka minut po każdym treningu na wypełnienie tabelek i kolumn, zyskacie niesamowitą wiedzę. Będziecie dysponować potężną bazą danych, dzięki której dowiecie się wielu ważnych informacji o efektywności swoich przygotowań.

Spodobał Ci się wpis? Polub profil Obiegówki na facebooku i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz