Scott Jurek „Jedz i biegaj” – recenzja książki

Gdybym miał się bawić w legendarnego trenera NBA, to „Jedz i biegaj” Scotta Jurka byłaby pierwszą książką, jaką bym wręczył swojemu podopiecznemu.

Phil Jackson, były coach Chicago Bulls z Michaelem Jordanem w składzie i Los Angeles Lakers (a nie Los Angeles Anwil), ma na swoim koncie 13 mistrzowskich pierścieni (dwa zdobyte jako zawodnik New York Knicks, 11 jako trener – sześć z Bullsami, pięć z Lakersami). Znany był z tego, że stosował dość specyficzne techniki trenerskie.

Na przykład w trudnej sytuacji meczowej nie brał przerwy na żądanie, aby uspokoić zawodników lub dać im cenne rady. W ogóle nie reagował. Dom płonął, dzieci biegały w kółko bez ładu i składu. Na początku ulegały poważnym oparzeniom, potem dość lekkim, ostatecznie wiedziały gdzie znajdują się gaśnica i koc, poznały podstawy BHP, nauczyły się, jak skutecznie walczyć z ogniem. Zen Master stał tylko z boku i przyglądał się z uśmiechem satysfakcji, jak jego milusińscy sami radzą sobie z napotkanymi problemami.

Innym działaniem było wręczanie im książek do przeczytania. Miało to wpłynąć na ich psychikę. Choć sam Shaquille O’Neal (czterokrotny mistrz NBA, trzy razy pod wodzą Jacksona) przyznawał potem, że żadnej z nich nie przeczytał, to biorąc pod uwagę sukcesy, jakie Zen Master osiągnął, ten sposób motywacji sprawdzał się.

Chcesz biegać? Chcesz poczuć radość z biegania? Trenujesz już długo i gdzieś po drodze zgubiłeś motywację? Sięgnij po „Jedz i biegaj” Scotta Jurka.

Z lektury tej książki wyłania się dość oczywista nauka: żeby coś w życiu osiągnąć, czyli w przypadku Jurka poziom mistrzowski w ultramaratonach, trzeba tyrać. A właściwie zapieprzać, aż się kurzy. Nie ma zmiłuj. „Czasem po prostu trzeba”, jak zwykł mawiać jego ojciec.

Autor dużo miejsca poświęca osobom, które miały wpływ na niego. Oczywiste jest oddziaływanie rodziny. Ojciec nauczył go ciężkiej pracy, matka pozytywnego podejścia do życia i czerpania z niego radości pomimo przeciwności losu.

Obok rodziców, na życie Jurka ogromnie wpłynął jego przyjaciel biegowy (i nie tylko) Dusty. Zdolny leń, osoba, która nie pieści się w tańcu, cały czas chce cisnąć do granic możliwości, a przy tym pić, bawić się, wyrywać laski. Ciekawe połączenie wytrwałości treningowej z hedonizmem.

Choć życie Jurka nie obfitowało w zabawę, była to ciężka orka, przez rozdziały przechodzi się dynamicznie. Są krótkie, ciekawie napisane. Jurek nie tylko opisuje swoje biegi i treningi, ale także wnika w głąb swojej psychiki. Między innymi przedstawia swoje metody na walkę z kryzysem na trasie.

Każdy rozdział zaczyna się motywującym cytatem, a kończy przepisem na jakieś wegańskie danie. Czasem też autor dorzuca cenne rady dla początkujących biegaczy. Zaawansowani też wyniosą z nich wartościowe lekcje.

Tak, ten jeden z najlepszych ultramaratończyków w dziejach, jest zapalonym weganinem, zwraca bardzo dużą uwagę na to, co znajduje się na jego talerzu. To niezwykłe, że osoba, która nie spożywa produktów pochodzenia zwierzęcego, ma siłę na pokonanie stumilowych biegów.

„Jedz i biegaj” Scotta Jurka otrzymuje ode mnie ocenę 9 w dziesięciostopniowej skali. Każdy biegacz powinien ją przeczytać. Niebiegacze też mogą. Zarówno dla jednych, jak i dla drugich, będzie to historia niezwykłego człowieka.

0 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.