Unf*ck Yourself. Napraw się! – recenzja książki

Dość niedawno wpadł w moje ręce bestseller z listy amazon.com. O co chodzi? O książkę Gary’ego Johna Bishopa „Unf*ck Yourself. Napraw się”, która ma za zadanie pomóc czytelnikowi we wzięciu spraw w swoje ręce, osiągnięciu sukcesu itp. itd. Znamy te coachingowe gadki, prawda?

Jest ktoś, kto się z nimi nie spotkał? Pojęcia „coaching” i „doradztwo personalne” zostały zdewaluowane przez trenerów kierujących swe słowa do mas przed youtubem, więc przed lekturą jakiejkolwiek książki z tego gatunku, staram się być podwójnie czujny, co by nie nadziać się na człowieka rozkazującego mi powtarzać „jestem najlepszy” (chociaż w przypadku Muhammada Aliego to z czasem zadziałało 😉 ).

No ale czego oczekiwać tu od amazońskiego bestsellera? Przecież on musi być skierowany do masowego odbiorcy, skoro wspiął się na sam szczyt notowań. Można było się spodziewać ogromnego pustosłowia, nagromadzenia komunałów oraz schematycznych coachingowych zdań trenera personalnego, który nie jest personalny indywidualnie, tylko personalny dla tłumów. Chyba, że podejmie się z nim bezpośrednią współpracę.

I tu zaskoczenie: pomimo ukierunkowania na tłumy, koleś w miarę mądrze i konkretnie gada. Daje jakieś logiczne argumenty mające podeprzeć filozofię podkreślającą związek słowa z samopoczuciem:

„Wyłącznie od nas zależy, w jaki sposób będziemy myśleć i mówić o swoich problemach. Możemy widzieć w nich niedogodności albo szczeble, po których wspinamy się coraz wyżej. Mogą nam ciążyć albo mobilizować nas do pracy.”

Zgadzam się z autorem. Weźmy pod lupę bliską mi tematykę: bieganie. Przygotowywałem się przez kilka miesięcy do zawodów, w których ostatecznie nie wystartowałem z powodów zdrowotnych. Mogłem się załamać, rzucać się po ścianach na lewo i prawo, a potem turlać po podłodze wcześniej wysypanej pinezkami… Ok, po prostu zamulić się. Jednakże podszedłem do sytuacji z innej strony. Powiedziałem sobie i, co najważniejsze, rzeczywiście w to uwierzyłem, że pewnych rzeczy nie przeskoczę, ale mogę zrobić to i tamto, aby wrócić do zdrowia. Tak, trochę szkoda potu wylanego na treningach i naprawdę wyrąbistej formy do ustanowienia nowej życiówki na 10km. Lecz świat się na tym nie kończy. Niejedna dycha przede mną, a formy totalnie (trochę owszem) nie stracę w parę tygodni. Zatem wrócę na trasę i pokażę na co mnie stać 🙂

Dobra, książka czeka na zrecenzowanie, wróćmy do niej.

Od samego początku Bishop chce uciszyć wewnętrznego krytyka występującego w niektórych z nas. Wiecie, to ten głosik, który mówi nam „ale ze mnie kretyn”, kiedy zrobimy coś źle. Pragnie również, abyśmy zdali sobie sprawę, że nie musimy co kilka godzin sprawdzać prognozy pogody, bo niepewność to coś całkiem w porządku (i nie chodzi tylko o opady atmosferyczne lub siłę wiatru). Dodaje również, między innymi, że niespełnione nierealne oczekiwania są powodem wielu nerwów. Bo zamiast zaakceptować sytuację, w której się znaleźliśmy, próbujemy dopasować swoją wersję rzeczywistości do tego, co wykluło nam się w głowach. Za to, i nie tylko, plus.

Minus będzie za coś innego. Miałem wrażenie, że autor czasami się powtarzał i nie był konsekwentny w tym, co zaznaczał. Przykład? Już w pierwszym rozdziale podkreśla „absolutnie NIE zachęcam cię do przejścia na pozytywne myślenie i stosowania afirmacji”. Yyy, co? Gość uwypukla powiązanie sposobu myślenia z naszym samopoczuciem, więc chyba lepiej nie dołować się negatywnymi głosami w głowie, tylko przyjąć zdecydowanie odmienny punkt widzenia?

Po chwili dodaje, że nie będzie kazał powtarzać frazesów typu „jestem tygrysem”, bo żaden z nas nim nie jest, aby trzeci rozdział zakończyć słowami „Wymagaj od siebie tego, co najlepsze, i powtarzaj za mną: «Jestem zaprogramowany na sukces».” No, może miał na myśli, że afirmacje i pozytywne myślenie to zbyt kolorowy i oderwany od rzeczywistości biegun emocjonalny, po którego drugiej stronie stoi wewnętrzny krytyk, a w samym środku zdrowy balans pomiędzy jednym a drugim.

Na dodatek, w „Unf*uk Yourself” brakowało mi konkretnych wyników badań, ich opisu i interpretacji. Wydaje mi się, że dobrze byłoby zamieścić konkretne i naukowe argumenty w tego typu publikacji.

Przyznam szczerze: Bishop mnie nie kupił (nawet ja jego nie kupiłem, urodzinowy prezent dostałem, hehehe), ale nieco zainteresował. Dobrze się go czyta i trudno nie odmówić mu racji w wielu kwestiach. Sądzę, że każdy  w tej książce znajdzie coś dla siebie. W końcu jest skierowana do mas, więc siłą rzeczy banały, które można podpiąć do każdego, muszą się w niej pojawić. No ale poruszający się po podobnej domenie „Coaching w sytuacji kryzysu” Dominiki Paradowskiej i Joanny Płuciennik unika komunałów. Ba, zasługuje na maksymalną ocenę za dogłębne przedstawienie i analizę problematyki oraz zaprezentowanie całej gamy ćwiczeń psychologicznych mających za zadanie pomóc osobom w sytuacjach podbramkowych (więcej o książce na blogu Sfera Rozwoju: KLIK!).

Końcowa ocena: 6/10. Nie urywa nogi, ręki, ani innych czterech liter, ale jest całkiem ok dla osób dopiero zaznamiających się z braniem z życia w swoje ręce. To jedna z książek, od której mogą rozpocząć zmianę.

Dodaj komentarz