Cukrzyca i triathlon? To idealne połączenie dla Sugar Woman – cz. 2

Zapraszam do przeczytania drugiej (i ostatniej) części rozmowy z Sugar Woman. Z tej części dowiecie się między innymi, czego Maja boi się podczas triathlonu, dlaczego działa w teamie Aktywni z cukrzycą, a także jaki jest jej największy plan na sportową przyszłość.

Część pierwsza tutaj: klik.

Piotrek Adamczyk, Obiegówka.com: Czy podczas zawodów nie boisz się, że coś ci się stanie, że zasłabniesz, czy po prostu o tym nie myślisz?

Maja Makowska aka Sugar Woman: Jak najbardziej się boję. Dwa razy podczas Półmaratonu Warszawskiego miałam identyczną sytuację. Na piętnastym kilometrze miałam zjazd, cukier 50. To jest tak, że nie masz siły, nogi są jak z waty. I chociaż głowa jest świeża, ty mówisz swoim nogom „biegnij”, a one ni cholery nie chcą się słuchać.

To brzmi prawie jak maratońska ściana.

To brak cukru, więc organizm nie wykrzesa z niczego energii. Trzy kilometry szłam. Byłam bardzo wkurzona, psioczyłam na cukrzycę, nienawidziłam jej i w dodatku stwierdziłam, że nie będę biegać, jak mam mieć takie akcje. Ale jak na 18. kilometrze poziom cukru się unormował, to trochę nadrobiłam.

Na triathlonie bardziej boję się wysokich cukrów. Jesteś tuż po starcie, masz cukier 300 i już nie czujesz tej świeżości w mięśniach. Czujesz się, jakbyś startował na kacu. Organizm jest zalany przez cukier. Jego stężenie w moczu jest bardzo duże, w nerkach później pojawiają się ciała ketonowe. Jeżeli taki stan trwa długo, to potem lądujesz w szpitalu pod kroplówką. Tego bardziej się boję.

Najbliższy start triathlonowy to 11 czerwca ENEA5150 w Warszawie?

To jest na razie moje oczko w głowie. Chciałabym, żeby po prostu dobrze mi poszło. Już całkiem odstawiłam alkohol. Staram się nie opuszczać treningów i się wysypiać, mieć wystarczającą regenerację. Został dokładnie miesiąc, ale już od jakiegoś czasu mam podwójną mobilizację. Tylko wiesz, to są miesiące planowania i w ogóle, ale wystarczy, że będę miała na starcie niski cukier i dupa. Jedna mała błahostka, nawet taka, na którą nie będę miała wpływu i wszystko legnie. Poziom cukru zależy od wielu zmiennych. Czy jestem przeziębiona, czy mam okres, czy jest gorąco, czy nie.

Sugarwoman3

W ilu procentach możesz kontrolować poziom cukru?

W około 80 procentach. Czasem jest coś takiego jak „efekt brzasku”. Rano po wstaniu jest większa insulinoopornnośc, buzują hormony. Budzisz się, masz dobry cukier, robisz odpowiednią ilość insuliny, jesz normalne śniadanie, a potem cukier wybija na 300 lub 400. I to też może się przytrafić przed startem, mimo, że będziesz kontrolować wszystko do ostatniego szczegółu. Albo zrobisz zastrzyk i trafisz w zrost, co sprawi, że insulina będzie się inaczej wchłaniać.

Czym konkretnie zajmujesz się w Aktywnych z cukrzycą?

Jestem gwiazdą! (śmiech) Dzielę się doświadczeniem z innymi ludźmi z cukrzycą, którzy zaczynają przygodę ze sportem. W świecie normalnych biegaczy nie mam za dużo do powiedzenia. Już trochę więcej mogę opowiedzieć, jeżeli chodzi o połączenie cukrzycy i biegania.

Co sprawiło, że chcesz się dzielić swoimi doświadczeniami? Na pewno jest wielu cukrzyków, którzy uprawiają sport, jednakże oni nie robią tego, co ty.

Pamiętam sytuację, kiedy założyłam fanpage Sugar Woman. Skontaktował się ze mną chłopak, który miał około dziesięciu lat, może trochę więcej. Napisał coś w stylu, że chciałby zacząć biegać, ale zawsze mu spada cukier, lekarz nie za bardzo mu pozwala, że widzi, że biegam i co on może zrobić, żeby też biegać. Dałam mu kilka wskazówek. Dwa tygodnie później odezwał się, że udało mu się coś przebiec, że zrobił trening piłki nożnej i mu cukier nie spadł.

To było pocieszające. Dałam komuś coś czego nauczyłam się na własnej skórze i to pomogło. Czasem wystarczy drobna wskazówka i dana osoba będzie miała zdecydowanie inny komfort życia z cukrzycą. Jednak się da. Można pobiegać, popływać i skończyć z dobrym cukrem. Ogólnie lekarze nie zalecają dużego wysiłku fizycznego.

Sugarwoman2

Tja, polska służba zdrowia. „Kiedy pana boli? Jak stoję. To proszę nie stać.”

Lekarze zalecają spacery albo nordic walking. Chcą tak jakby podporządkować czyjeś życie cukrzycy. A my chcemy zrobić na odwrót. Żeby to cukrzycę podporządkować swoim pasjom.

Nie wydaje ci się, że lekarze po prostu boją się wziąć odpowiedzialność za pacjenta?

Oczywiście, że tak jest. Kiedy byłam młodsza, moja lekarka powiedziała mojej mamie, że jeżeli chce eksperymentować na swoim dziecku, to proszę bardzo, ale nie ona weźmie za to odpowiedzialności. Spojrzałam na mamę i zaczęłam wątpić w to, czy ona dobrze robi. Ale dopiero później zrozumiałam, że nie mogłabym żyć tak, jak żyłam na początku z cukrzycą. Że o 7.30 robię insulinę, o 8.00 posiłek, 10.00 mierzenie cukru, 11.30 insulina, 12.00 posiłek. Ja bym tak długo nie pociągnęła. Znam historie osób z cukrzycą, które nie wyjeżdżały nawet na weekend pod namiot, bo bały się, że nie będą mogły zjeść posiłku o odpowiedniej porze. To jest jakaś paranoja. Można siedzieć w domu, mieć idealne cukry, idealnie wszystko wyliczone, ale co z resztą? Cukrzyca nie jest całym życiem. Jest tylko dodatkiem, kolejnym aspektem, który trzeba brać pod uwagę. To nie jest tak, że musimy się temu całkowicie podporządkować.

Inspirują cię inni sportowcy, którzy mają cukrzycę? Na przykład Michał Jeliński. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku, przyczynił się do zdobycia złotego medalu w wioślarstwie w czwórce podwójnej.

To jest kolejny dowód na to, że się da. Tylko z nim jest troszkę inna sytuacja, bo jako zawodowiec ma sztab specjalistów nad sobą, którzy pomagają mu we wszystkim. Zawodowym sportowcom jest łatwiej.

Chyba wtedy człowiek nie myśli aż tak o poziomach cukru, tylko bardziej skupia się na zawodach.

Trochę jest to zdjęcie ciężaru. Ale oczywiście jego wynik jest godny podziwu i szacunku. Jeżeli widzę, że cukrzykom się udaje, to dlaczego mnie miałoby się nie udać? Oczywiście kilka szczebli sportowych niżej, ale jednak.

Jakie są twoje plany sportowe na dalszą przyszłość?

Bałam się tego mówić na głos. To pełen dystans Ironman (3,86km pływania, 180,2 km jazdy na rowerze i 42,195km biegu – przyp. aut.). Napisałam nawet oficjalne oświadczenie na moim fanpage’u, że zrobię to do trzydziestego roku życia. Jest także cel poboczny. Nic mi nie wiadomo na temat Polki z cukrzycą, która zrobiłaby pełnego Ironmana. Póki co, wizja 15-17 godzin w ciągłym ruchu, jest dla mnie czystą abstrakcją.

Nie myślałaś o pozyskaniu sponsorów? Jeżeli rzeczywiście byłabyś pierwszą Polką z cukrzycą, która przygotowuje się do pełnego Ironmana, to wiele mediów i firm byłoby tym zainteresowanych. Może nawet jakiś lekarz zgodziłby się ciebie prowadzić. Mogłabyś mieć sztab ludzi wokół siebie, aby osiągnąć ten cel.

Nawet nie myślałam w ten sposób. Głównie skupiałam się na tym, czy ja naprawdę dam radę pod względem fizycznym. To jest ogromny wyczyn dla zdrowych ludzi po latach treningów i wyrzeczeń. A ja, która jestem truchtającą kluseczką (śmiech), nie mam jakichś osiągnięć. Jeszcze do tego ta cukrzyca. To już by weszło na wyższy poziom.

Sugarwoman5

U ciebie na Mazurach wszystkie dziewczyny są tak twarde?

(śmiech) Pochodzę z małej miejscowości, chyba nikt tam nie uprawia triathlonu. Ale na przykład bieganie jak najbardziej.

Z tego, co zauważyłem, masz zamiłowanie do typowo męskich sportów i zajęć. Wioślarstwo, podnoszenie ciężarów… Słyszałem, że pieniądze, które wydałaś z rodzicami na pompę insulinową, miały iść na motorynkę.

Mój tata ma motocykl, to jest jego pasja i od niego przejęłam ten bakcyl. Miałam kiedyś stellę. Jak był dobry wiatr i było z górki, to wyciągała 30km/h (śmiech).

Teraz z taką prędkością jeździsz na rowerze.

No mniej więcej! Ale wiesz, ciągle są dylematy z pieniędzmi. Nie mam szafy w pokoju, za to mam już trenażer. Zastanawiam się ciągle, czy kupić nową patelnię, czy może jakieś okulary do jazdy na rowerze. Czy może wymienić sobie meble, czy kupić dywan, a może kask.

I dywan pojawił się później niż kask?

Dywan dostałam jako prezent na święta Bożego Narodzenia.

Masz jakieś inne pasje poza sportem?

Zwykle na to pytanie odpowiadam: triathlon to już jest wystarczająco dużo. Bardzo lubię czytać książki, które pogłębiają moją samoświadomość, tego, co się dzieje ze mną i ze światem, z ludźmi wokół mnie.

Zanim zaczęłam większość mojego życia podporządkowywać trenowaniu i zawodom, jeździłam na festiwale muzyczne. Siedem razy z rzędu byłam na Ostróda Reggae Festival. Jeździłam też na Przystanek Woodstock, Hip-Hop Kemp. Jednak kiedy zaczęły się treningi, nie szło ich pogodzić z czterema dniami melanżu. Bardzo też kiedyś lubiłam piercing. Miałam kolczyki w różnych częściach ciała. Ale albo zaczęłam je tracić, albo sama je wyjmowałam. Miałam na przykład kolczyki na obojczykach, lecz kiedy kładłam na ramiona sztangę i robiłam podrzut, sztanga wyrwała mi kolczyk. Mam ochotę wrócić do piercingu.

Nie przeszkadzałby w triathlonie?

Miałam kiedyś kolczyk w wędzidełku pod górną wargą. Podczas biegu czułam, jak ten kolczyk się obijał. Kolczyki w skroniach przeszkadzały w noszeniu kasku rowerowego. Miałam kolczyk między piersiami, to wtedy zamek od stroju rowerowego zawadzał. Wszystko sukcesywnie odpadało. Zostały tylko w uszach. Miałam też w brwi, ale sama go już wyjęłam. Jak ja w nim wyglądałam! (śmiech)

Wszystkie zdjęcia pochodzą z instagramowego konta Sugar Woman: klik.

Profil Sugar Woman na Facebooku: klik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.