Jak trenować podczas Świąt Wielkanocnych?

Zbliża się Wielkanoc. Spotkania z rodziną, jedzenie, odpoczywanie, jeszcze raz jedzenie – w jaki sposób zmieścić tu jeszcze bieganie, aby zarówno bliscy nie mieli pretensji i Ty był/-a zadowolony/-a? To wcale nie takie trudne jak mogłoby się wydawać!

Wystarczy kilka prostych trików, aby wilk był syty i owca cała. Przedstawiam wam moje sposoby na ugłaskanie bliskich wplecenie biegania między różnorakie obowiązki wielkanocne.

Trenuj rano

Zanim jeszcze wszyscy się obudzą, wyjdź z domu pobiegać. Zalety? Trenujesz z pustym żołądkiem, więc nic Ci się nie odbija i nie chlupie (a dobrze wiesz, jak zdradliwe potrafią być świąteczne potrawy). Jeśli czeka Cię długie wybieganie o wczesnej porze, proponuję zjeść banana lub dwa przed wyjściem z domu i ewentualnie wziąć ze sobą jakiś żel lub baton energetyczny. Potrzeba wiele samozaparcia, aby wstać o 6 rano, zwłaszcza w dni, kiedy można byłoby się wyspać. No ale cóż… Ty wrócisz z treningu, domownicy dopiero będą zwlekali się z łóżka, więc macie cały wspólny dzień przed sobą! 🙂

Nie odmawiaj rodzinie

Mama prosi Cię o pójście z koszyczkiem w sobotę rano? (ból wszystkich najmłodszych w rodzinie) Nie ma kto przywieźć rodziców od wujka wprost z tradycyjnej degustacji nalewek domowej roboty? Mąż prosi Cię o uprasowanie śnieżnobiałej koszuli? Zrób dobry uczynek i ułatw im życie! Zakładam się, że w większości przypadków przymkną oko na Twoje biegowe fanaberie i bez zbędnego ględzenia pozwolą Ci wyjść na zaplanowany trening, skoro Ty im przyszedłeś/przyszłaś z pomocą, kiedy tego potrzebowali. Tak, wiem, to trochę manipulacja, jednakże dość niewinna, każda ze stron jest wygrana 😀

Obżarstwo to nagroda

Ja wiem, że te wszystkie ciasta, żurki, mięsiwa kuszą od pierwszego porannego otworzenia lodówki, ale powstrzymaj się. Jeszcze będzie czas, by odpoczywać i najeść się. Na początku trening, potem nagroda. I tu nie chodzi o motywację, tylko przede wszystkim o komfort. Zjedz tłusty żurek z białą kiełbasą, chrzanem i jajkiem, a potem pójdź biegać. Na 99% będzie Ci się nieprzyjemnie odbijało podczas aktywności fizycznej.

Myk z bieganiem w sobotni poranek

Jeżeli pościsz w Wielki Piątek, to tego dnia nie przyswoisz standardowej porcji kalorii. Zatem zanim wybierzesz się w sobotni poranek ze święconką, zrób trening na uszczuplonych zapasach energetycznych. W ten sposób przetestujesz się w niekomfortowych warunkach. Oczywiście nie mam tu na myśli długotrwałego wysiłku na 95% tętna maksymalnego, tylko trudniejszy (w odczuciu) trening niż zwykle z powodu braku paliwa. Prędkości oraz dystans niech zostaną takie, jakie miały być.

Co byście dodali do tej listy? Podzielcie się swoimi pomysłami w komentarzach! 🙂

0 comments

  1. W moim przypadku faktycznie działa bieganie rano – wstaję jednak jeszcze wcześniej: 5:30. Ale u mnie to by nie wystarczyło 🙂 Na szczęście mam psa, z którym z reguły na spacery chodzi małżonka (moje są późne wieczory). Dlatego odciążenie jej ze porannego spaceru poprzez zabranie psa na trening (4-6km) przyjmuje z błogim uśmiechem i wdzięcznością. I choć przez wiele lat moje kochanie postrzegało biegania jako moją fanaberię, tak teraz bardzo to polubiła i nawet zaczęła mi kibicować i interesować się moimi osiągnięciami.

    Drugim sposobem, który u mnie także zadziałał, to dzieci. Oczywistym warunkiem jest konieczność posiadania ich 😉 Jeśli odpowiednio dużo serca wkładasz w bieganie, wcześniej czy później wciągniesz dzieci w ten sport (nawet jeśli nie regularny). Wdzięczność żony – bezcenna 🙂 Gdy, tak jak mam w przypadku syna, dziecko zaczyna osiągać pierwsze sukcesy (przebiegnięta dycha, ostanio 11km) to dochodzi jeszcze duma – tak z dziecka, jak i z męża 🙂

    Podsumowując (aby nie napisać więcej niż autor 😉 ): połącz pasję z zaangażowaniem, które łączy się z rodziną. Pokaż, że twój sport (tu: bieganie) jest częścią waszego rodzinnego życia.

    • Dzięki za suty komentarz 🙂
      Wiesz, chcąc tego czy też nie, jeżeli w rodzinie jest jakiś biegacz, to bieganie staje się częścią rodzinnego życia. Kwestia tego, jak bliscy będą się na to zapatrywać.
      Sądzę, że z tym nie ma tragedii. Jeżeli rodzina widzi, że ciężko przygotowujesz się do jakichś zawodów od dłuższego czasu, zwykłe podśmiechujki typu „a po piwo byś nie pobiegł, hehe” przeradzają się w szacunek. Szacunek do determinacji, zaangażowania. A potem lekka zazdrość, a bo to sylwetka się polepszyła 😀

  2. „Zjedz tłusty żurek z białą kiełbasą, chrzanem i jajkiem, a potem pójdź biegać. Na 99% będzie Ci się nieprzyjemnie odbijało podczas aktywności fizycznej.” – hahaha no uwielbiam ten sarkazm 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.