Pułapki perfekcjonizmu i mocnej psychiki

Lubiłem szczycić się tym, że mam mocną psychę. Nie powiem, przydaje się w życiu. Jeśli miałem wybierać, co mieć twardego, serce czy dupę, wolałem to drugie.

Jednakże paradoksalnie moja żelazna psychika uniemożliwiała czerpanie maksymalnej satysfakcji z sukcesów, które były osiągnięte dzięki niej.

Dlaczego? To dość proste. Wpadłem w pułapkę perfuckcjonizmu.

Poprawiłem życiówkę na jakimś dystansie? Świetnie, ale skoro nie zrzygałem się z wysiłku na mecie, to nie pobiegłem na maksimum swoich możliwości i mogłem urwać jeszcze kilka sekund. Nie osiągnąłem najlepszego rezultatu w „karierze” biegowej pomimo wywrotki na trasie oraz przemierzania połowy dystansu pod mocny wiatr (relacja z tego startu tutaj)? Moja wina, trzeba było cisnąć i nie zastanawiać się nad wymówkami, które w rzeczywistości wymówkami nie były. Z pustego i Salomon nie naleje, z gówna bata nie ukręcę.

Słyszałem głosy „Piotrek, nie możesz tak dużo od siebie wymagać”. Przyjmowałem je do wiadomości i faktów i Teleexpressu, ale nic sobie z nich nie robiłem. Bo MUSIAŁEM przekraczać kolejne bariery, bo MUSIAŁEM pokazać się z jak najlepszej strony, bo porażka nie wchodziła w grę. Wszystko albo nic. Ja nie dam rady? Potrzymaj piwo i patrz, jak tworzy się historia, jeszcze będą uczyć się o mnie w liceum.

Debilna chęć udowodnienia samemu sobie i otoczeniu, że jestem czegoś wart. Jestem i bez spełniania chorych oczekiwań. Nie mój problem, jeżeli ktoś ma inne zdanie na ten temat 😉

Najgorszą konsekwencją mojego ówczesnego podejścia do życia był pozorny ratunek w różnych używkach plus problemy ze zdrowiem. Kurwa, nie warto. Daleko mi do reżimu zakonnego i szczerze przyznaję, że fajnie jest czasem się znieczulić. O ile jest to znieczulanie się po prostu, dla zabawy, a nie po to, żeby nie czuć pewnych emocji. Zdałem sobie z tego sprawę po fakcie, a nie w trakcie. Trochę czasu musiało upłynąć.

Teraz po prostu chcę, a nie muszę. Chcę wykręcać kolejne życiówki lub po prostu dobre czasy. Dlatego też zacząłem konkretnie się rozciągać (chociaż zdaję sobie sprawę, że wygimnastykowany niczym Billy Elliot nie będę), żmudnie wykonuję ćwiczenia ogólnorozwojowe i spokojnie, bez nadmiernej napinki, wracam do dobrego biegania. Jeżeli nie osiągnę założonych celów, to mój świat nie runie jak drzewa wyrąbywane w Puszczy Amazońskiej. Autentycznie mam zjarę z kolejnych małych kroków, jakie poczyniam na drodze ku byciu lepszym biegaczem 🙂

I człowiekiem.

Zacząłem z większym luzem podchodzić do wielu spraw. Na przykład popularność mojego bloga przestała mieć dla mnie aż tak wielkie znaczenie jak przedtem. Nie oznacza to jednak, że w ogóle nie zwracam uwagi na rozpropagowanie kontentu, jaki tutaj zamieszczam. Po prostu przestałem mieć w to tak wielką wczutę jak opozycja w krytykowaniu partii rządzącej (z wzajemnością).

Życzę Wam odnalezienia luzu w życiu! Pozdrawiam, całuję, ściskam jak tubkę z samiuteńką końcóweczką pasty do zębów 🙂 One love, pokój.

Zapraszam na fanpage Obiegówki na Facebooku. KLIK.

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie post z bloga moje koniki.

Reklamy

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s