„Bez ograniczeń” – recenzja książki

Jakie znajdujemy sobie wymówki, aby czegoś nie robić? Wiek – bo za późno, żeby zacząć? Osądy innych – mamy wrażenie, że wszyscy obserwują każdy nasz ruch?

Co do drugiego „argumentu”: jeżeli publikujemy w mediach społecznościowych wszystkie elementy naszego życia, to nie ma co się dziwić, że patrzą na nas jak na pawiany w klatce 😉

Co do pierwszego: Chrissie Wellington po niecałym roku profesjonalnych treningów rozpoczętych przed trzydziestką została mistrzynią świata na pełnym dystansie Ironman. Łącznie zrobiła to czterokrotnie.

Trudno znaleźć słowa, aby określić jej wyczyn. Niebywały? Fenomenalny? Słownik synonimów obfituje w różne wysublimowane wyrazy, ale żaden z nich nie oddaje w pełni tego, czego dokonała Brytyjka.

bezograniczen_panorama
Chrissie Wellington, „Bez ograniczeń”, wyd. Galaktyka

Już na samym początku swojej biografii zaznacza, że w dzieciństwie nie odnosiła sukcesów sportowych. W porównaniu z takim Kobe Bryantem (pięciokrotny mistrz NBA, jeden z najlepszych koszykarzy w historii), który zanim osiągnął pełnoletność, był rozpoznawanym zawodnikiem wśród łowców talentów (i nie tylko), a także wyraźnie wyróżniał się spośród równieśników, Chrissie była nikim. Znajdowała się po lewej stronie od zera na układzie współrzędnych.

Brytyjka przypomina mi… mnie samego. Do dzisiaj pamiętam, jak płakałem na lekcji wychowania fizycznego w podstawówce, bo nie byłem w stanie pokonać niskiej wysokości w skoku wzwyż. Cóż, skoczność nigdy nie była moją mocną stroną. Dlatego znalazłem nieco inne sportowe zajęcie. Z całkiem przyzwoitym skutkiem 😉

Sprawdź recenzje innych książek na Obiegówce: KLIK.

Chrissie przez dłuuugi czas borykała się z wypaczonym obrazem własnych słabości. Przez to stała się niesamowitą perfekcjonistką (o pułapkach perfekcjonizmu pisałem tutaj: KLIK). We wszystkim, co robiła, zawsze musiała być najlepsza. Czy to w szkole, czy to w pracy, czy to na trasie zawodów. Dzięki temu osiągnęła tak wiele tak szybko. Ba, błyskawicznie niczym zrobienie shake’a w blenderze!

Walory motywacyjne tej książki są ogromne. Wspomnę tylko o tym, że pewnego wieczoru podczas lektury, nie mogłem powstrzymać się przed poderwanie się do treningu. Była godzina 22.30. Rozwinąłem matę i zacząłem ćwiczyć tyłek oraz brzuch. Nigdy nie trenowałem o tej porze.

bezograniczen_cytat
Ten cytat jest bliski każdej osobie, która kiedykolwiek startowała w zawodach biegowych 😀

Jednakże autobiografia Chrissie ma kilka wad.

Pierwsze rozdziały dotyczące jej dzieciństwa, dorastania, a także kariery zawodowej są nudne. To niecałe sto stron. Cała książka ma 250. Więcej niż 1/3 całej treści.

Na dodatek, aż się prosi, aby jeszcze mocniej wgłębić się w kwestie treningowe, psychologiczne oraz te dotyczące zawodów. Wydaje mi się, że mogłyby one być opisane bardziej szczegółowo. Może nie tak jak przyroda w „Nad Niemnem”, ale jednak. Mam wrażenie, że autorka chciała być konkretna w swoich opisach, dzięki czemu nie czujemy się jak u cioci na imieninach, kiedy wujek Staszek rokrocznie opowiada tę samą historię. Niemniej jednak, odczuwam głód informacji. Czyżby nie chciała się odkrywać całkowicie przed rywalkami?

7/10 – taką notę otrzymuje ode mnie książka „Bez ograniczeń”. Sama historia Chrissie jest niesamowita, tutaj przyznaję 11/10. Jej największą zaletą jest ogromny motywacyjny kop, którego się dostaje w trakcie czytania o niezwykłych wyczynach sportowych. Mimo to, biografia Brytyjki ma pewne braki, które nie pozwalają stawiać tej książki tuż obok „Maratończyka” Billa Rodgersa (recenzja tutaj: KLIK). Na szczęście nie jest tak nudna jak „Siła ambicji” Mo Faraha.

 

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s