Decydujące szlify przed ostatnim startem – podsumowanie października 2017

Podróż życia na Islandię, następnie próby powrotu do formy na ostatni bieg tego sezonu. Zapraszam do przeczytania podsumowania minionego miesiąca.

Dwa tygodnie luzu, dwa tygodnie (prawie) mocnego biegania – tak w skrócie mogę streścić mój treningowy październik. Wynikało to z tego, że na samym początku minionego miesiąca udałem się na urlop na Islandię (relacja tutaj: KLIK!). Nie, nie spędziłem tam czternastu dni, jeszcze mnie nie stać na takie luksusy. Jednak kilka dób bez biegania, z niewyspaniem i z aktywnym zwiedzaniem tejże malowniczej wyspy wymęczyły mnie i wybiły z formy. Dlatego tydzień po wycieczce życia (póki co, hehe) poświęciłem na spokojny powrót do treningów.

kirkjufell_1
Widząc takie cuda, nie sposób się nie zakochać w Islandii

W tym, że postępuję słusznie utwierdziło mnie moje wysokie tętno. Niedługo po powrocie do Polski wyszedłem na zwykły trening w tempie progowym, który zazwyczaj robiłem bez żadnego problemu. Tym razem już drugą serię 1600m w 3:45-3:50/km pokonywałem z trudem. Lokomotywa u Tuwima nie dyszała tyle co ja. Serce waliło szybciej niż rytm muzyki podczas technobaletów. Piotreeek, mordeczkooo, urlop wycisnął z ciebie wszystkie siły witalne, potrzeba spokojnego wejścia w trening.

Kolejne dwa tygodnie przebiegały już w miarę normalnie. Nogi miałem zmęczone, interwałów nie zrobiłem tyle, ile chciałem. Ale już czasu nie cofnę i pozostaje mi wyrzeźbić satysfakcjonujący rezultat z tego, co jest. Wenus z Milo to raczej nie będzie 😉 Pozostałe elementy, czyli ćwiczenia siłowe, czy też bieg w tempie progowym, nie odbiegały od narzuconych samemu sobie standardów.

I wszystko przebiegałoby znakomicie, gdyby nie lekki uraz prawej stopy, którego nabawiłem się albo podczas jednego z mocniejszych treningów, albo podczas koncertu Kultu, gdzie szalałem w pogo jak królik w pokrzywach. Kilka jakościowych treningów musiałem sobie odpuścić.

BiegNiepodleglosci2017_przedstartowka
Olfen – mój najlepszy przyjaciel przed 29. Biegiem Niepodległości

Ostatni start planuję na 11 listopada w Warszawie. Bieg Niepodległości – to nim już trzeci rok z rzędu będę kończył sezon. Od 2015 roku ustanawiam podczas niego życiówki na dystansie 10km. Jak będzie teraz?

Szczerze powiedziawszy, nie wiem, na jaki konkretnie wynik mnie stać. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem u szczytu formy (przynajmniej na obecną chwilę tak się nie czuję), więc o życiówkę będzie bardzo trudno.

W tym roku już dwa razy nieudanie z nią randkowałem. Pierwszy raz w lutym podczas Biegu Tropem Wilczym (relacja tutaj: KLIK!), drugi raz w kwietniu na Biegu Oshee (relacja tutaj: KLIK!). Aż chce się napisać „do trzech razy sztuka”, ale staram się unikać tego typu komunałów 😉 Zwłaszcza, że przygotowania do Biegu Niepodległości były zakłócone.

październik2017
Nie wygląda to zbyt okazale 😉

Zatem niech stanie na tym: zabawię się. Nastawiam się na radochę. Oczywiście, chciałbym ustanowić nową życiówkę na 10km, ale nie mam z tego powodu wielkiej spiny. To czy opłacę rachunki czy nie, nie zależy wcale od mojego rezultatu, więc wrzucę na luz i pobiegnę swoje.

Totale dla października:

  • przebiegnięte kilometry: 86
  • przebiegnięty czas: 6h54min
  • przećwiczony czas: 1h53min
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s