Podsumowanie sezonu 2017

Niestety, nie zrealizowałem wszystkich planów, które miałem w głowie. Z drugiej strony, nie mogę minionych dwunastu miesięcy spisać na straty. Podczas nich nauczyłem się wielu przydatnych rzeczy niczym kawa o poranku. Zapraszam do podsumowania sezonu 2017!

Kiedy myślę o ostatnich dwunastu miesiącach, do głowy automatycznie przychodzą mi trzy rzeczy:

Życiówka zrobiona w damskim wdzianku podczas 12. Półmaratonu Warszawskiego (relacja: KLIK!). Przebrałem się za kobietę, aby przy okazji, razem z dobrymi ludźmi, uzbierać hajs w akcji #BiegamDobrze dla fundacji Spartanie Dzieciom. Postanowiłem sprzedać się za 2000zł – za tyle byłem w stanie pobiec ubrany jak na zdjęciu poniżej 😀 Ostatecznie zebraliśmy około 2400zł.

panienka
Nie powiem, troszkę mnie przewiało wtedy / fot. FotoMaraton.pl

To była chyba najfajniejsza (a już na pewno najbardziej szlachetna) rzecz, jaką zrobiłem w całym swoim życiu 🙂 Polecam każdemu. Nawet jeśli uzbierana kwota będzie zdecydowanie niższa niż moja, nawet jeśli uciułasz i 100zł dla potrzebujących, satysfakcja jest przeogromna. Można komuś bezinteresownie pomóc. I to w tym wszystkich jest najpiękniejsze. Piękniejsze nawet niż moja ulubiona piosenkarka w eleganckiej sukience.

Kryzys zdrowotny i mentalny, z którego wyszedłem. Nie chcę się zbytnio rozpisywać, bo chyba jeszcze nie jestem gotowy, aby chwalić się wszem i wobec szczegółami, więc tylko z grubsza nakreślę sytuację.

sercedobiegania
27. Bieg Powstania Warszawskiego – odrodziłem się podczas tych zawodów / fot. FotoMaraton.pl

Na przełomie maja i czerwca podupadłem na zdrowiu. Zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Podniosłem się z pomocą rodziny, przyjaciół i specjalistów. Morał z tego taki: nie bójcie się prosić swoich bliskich o pomoc, ponieważ ich wsparcie potrafi być nieocenione i dzięki nim możecie wyjść nawet z najgorszego szamba. Nie zawsze warto zgrywać kozaka. Dopiero niedawno to zrozumiałem 😉

17:12 – życiówka w Biegu na Piątkę zrobiona pod koniec września (relacja: KLIK!). Smakuje jeszcze lepiej zważywszy na kłopoty sprzed kilku miesięcy.

Przygotowywałem się do niej małymi krokami: dwa starty kontrolne, po każdym z nich pozytywny feedback, czułem, że stać mnie na wiele. Dlatego też na starcie Biegu na Piątkę pojawiłem się w bardzo bojowym nastawieniu i z konkretnym celem. Wiedziałem, że jestem w stanie pobić 17:45 z 2016 roku. Nie wiedziałem tylko o ile. Zmęczenie na mecie przekonało mnie, że szybciej się nie dało niż uzyskane 17:12.

samotne5km
Nowa życiówka na piątkę bolała / fot. FotoMaraton.pl

Smak sukcesu odniesionego pomimo początkowych przeszkód jest nie do opisania.

Plan rok 2017 był prosty: życiówki na dystansach od 5km do półmaratonu. Biorąc pod uwagę fakt, że celowałem w zejście poniżej 1h20min w połówce i dwukrotnie muskałem swój najlepszy rezultat na dychę (tutaj i tutaj), realizację założeń oceniam na zadowalającą. Było po prostu dobrze.

czajniczek
Piotrek, robią zdjęcia! No to pyk: CZAJNICZEK / fot. FotoMaraton.pl

Jako swój mały sukces zaliczam regularne wykonywanie porządnego (przynajmniej w moim mniemaniu 😀 ) zestawu ćwiczeń rozciągających, a także ćwiczeń ogólnorozwojowych. To, że nie traciłem na dobre zapału do wyciągania maty i wygibania się na niej niczym młody adept yogi, należy do moich największych (około)biegowych sukcesów w 2017 roku.

podsumowaniesezonu_medale
Tegoroczna kolekcja

Główny cel na 2018 mam jasno nakreślony: zejście poniżej 37 minut na dychę. Cele drugorzędne to życiówka na tym samym dystansie (jeśli nie uda się złamanie wyżej wymienionej bariery), a także na piątkę. Do tego więcej ćwiczeń siłowych, więcej podbiegów, więcej rozciągania, więcej kilometrów. Mam potencjał, wiem to. Chcę go w końcu wykorzystać.

Mam oczywiście kilka planów związanych z blogiem, jednakże na razie ćśśś. Już za dość niedługi czas o wszystkim się dowiecie i gwarantuję, że idzie zmiana na lepsze! 🙂

Reklamy

2 comments

  1. U mnie to był początek prawdziwej „jazdy”, a raczej prawdziwego biegania. Nie do pomyślenia było przebić dystans 8 km (brak czasu, chęci, motywacji – wszystko jednak się cudownie odnalazło), aż zrobiłam tychże 21 i teraz wiem, że potrafię! No i wystartowałam w maratonie (poczucie wstydu odeszło w dal). Bieganie jest fajne, jest zdrowe, nie musi być kompetytywne jeśli tego nie chcemy – może być czystą frajdą z pięknymi widokami w tle (i nie mam tu na myśli różowych adasiów), dobrą muzyką i super dotlenieniem gwarantującym energię na kolejne godziny. I celem na kolejny rok jest trzymanie się tej właśnie myśli 🙂 regularne treningi, przede wszystkim, podkręcanie tempa i kilometrów ale powolutku, bez parcia na szkło. +czekam na zmiany z niecierpliwością i pozdrawiam Autora

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s