Bieg na Piątkę 2016 – relacja

Jeszcze miesiąc temu nie wierzyłem, że uda mi się poprawić życiówkę na 5km. Jak się przekonacie, miesiąc to wystarczający czas, aby doszlifować formę i dojść do słusznego wniosku: JEDZIESZ Z TYM.

Przyznam nieskromnie, że na kilka dni przed biegiem już widziałem siebie na mecie z nową życiówką. Zejść poniżej 18:44, które osiągnąłem podczas ubiegłorocznego Biegu na Piątkę, było spokooojnie w zasięgu ręki nóg.

Jednakże to na dzień przed startem podjąłem decyzję, aby walczyć o złamanie 18 minut. Co mnie do tego skłoniło? Wrzuciłem zdjęcie na facebookowy profil bloga, zadając pytanie, czy życiówka pyknie. W komentarzach mój znajomy odpisał, że wynik poniżej 18 minut jest w moim zasięgu. I wtedy, na mniej niż 24 godziny przed biegiem, uwierzyłem jeszcze bardziej w swoje umiejętności. Dzięki Adam! (w tym miejscu zapraszam na jego bloga 2h59min.pl)

20160926_075811.jpg

W dniu startu obudziłem się zaspany, normalka. Zjadłem swoje standardowe śniadanie, czyli sześć kanapek z dżemem, które popiłem kawą. Kiedy już się trochę ogarnąłem i na dobre uciekłem z ramion Morfeusza, uwierzyłem definitywnie w końcowy sukces. Byłem wyluzowany. Może nawet aż za bardzo. A może to i dobrze? Dzięki temu nie spaliłem się psychicznie.

Pierwszy kilometr był dość spokojny. Biegło mi się dobrze, ale gdybym napisał, że czułem moc, to bym skłamał. Po prostu stabilnie (tak, wiem o jakim słowie pomyśleliście), w porządku, nic poza tym.

Na drugim kilometrze nieco nieświadomie zwolniłem. Myślę, trudno, spróbuję to nadrobić, choć może być ciężko. Po 2km miałem jakieś 25 sekund straty do złamania bariery 18 minut.

Trzeci i czwarty kilometr pokonałem w odpowiednio 3:33 i 3:32. Szykowałem siły na finisz, który wypadł wyśmienicie. Ostatnie tysiąc metrów pokonałem w 3:08! Kiedy widziałem na mecie zegar z upływającym czasem, nie zastanawiałem się zbytnio. Prułem przed siebie, co dało mi czas netto 17:45.

W klasyfikacji generalnej byłem 58. (na prawie trzy tysiące osób, więc całkiem spoko), wśród panów byłem 50. Chociaż i tak pozostaje we mnie niedosyt typu „a nóż widelec mogłem jeszcze te 5-10 sekund urwać”, „co by pomyślał i zrobił Kenenisa Bekele (ewentualnie Bronisław Malinowski)”.

Cóż, będzie co łamać przy kolejnej piątce 🙂 Tymczasem do kolekcji dochodzi jednej z najładniejszych medali, jakie kiedykolwiek otrzymałem.

20160925_132719.jpg

Dziękuję Rodzinie, RadomSport.pl Running Team, Dziewczynie, paru Dobrym Ziomkom, no i raz jeszcze Adamowi Baranowskiemu. Bez Was by tego nie było!

One Reply to “Bieg na Piątkę 2016 – relacja”

  1. Jeszcze raz gratulacje! <3

Dodaj komentarz