Powrót. Pomału

Jeszcze nigdy 30 minut biegu ciągłego nie smakowało tak przyjemnie. Niczym jajka sadzone z młodymi ziemniakami polanymi sosem koperkowym (całuję tu Moją Mamę, która jest MISTRZYNIĄ tej uczty dla podniebienia).

We wtorek postanowiłem pójść zrobić spokojne 30 minut biegu ciągłego. To było dwa dni przed wizytą u ortopedy. Chciałem sobie przypomnieć, gdzie mnie bolało. No i sprawdzić, jak ma się kondycja. W miarę się ma. Ale do treningów z poniższego zdjęcia jeszcze długa droga.

Od końca maja borykam się z bólem kolana. Występuje on tylko podczas biegania. Ortopeda wstępnie zdiagnozował u mnie zespół pasma biodrowo-piszczelowego. Dostałem jeszcze skierowanie na USG kolana, które ma wykluczyć ewentualne naciągniecie, naderwanie któregoś z więzadeł, cokolwiek.

Za to w czwartek (czyli wczoraj) zrobiłem 30 minut biegu ciągłego. Wyszło nieco ponad 6km. Obyło się bez ŻADNEGO bólu. ŻADNEGO. Yeeeaaah (soczystym głosem Barry’ego White’a).

Plan na najbliższe dni jest następujący: ćwiczenia wzmacniające plus spokojne bieganie. Nie chcę przeciążyć organizmu na samym początku powrotu po przerwie. A była ona dość długa. Od końca kwietnia moich wyjść biegowych było mniej niż 10.

Dodaj komentarz