Suplementy diety – wiesz, co łykasz?

Zachęcam Was do przeprowadzenia pewnej obserwacji. Usiądźcie wygodnie w fotelu/na kanapie, włączcie telewizor i policzcie, ile reklam w każdym bloku przerywanym filmami dotyczy leków/suplementów diety. Ile wyszło? Co druga reklama dotyczy pigułek z magnezem lub herbatek, dzięki którym pojęcie „zaparcie” zostanie wyeliminowane z naszego słownika?

Leki na ból głowy też pewnie się znajdą:

Reklama jak to reklama. Ma za zadanie pokazać produkt z najlepszej strony. Także słyszymy, że pastylka X pokrywa 50% dziennego zapotrzebowania na magnez, a dzięki dodatkowej ultraporcji witaminy B6, przyswajalność tego pierwiastka wzrasta.

No i co z tego? Nic. Dlaczego?

W Polsce rynek suplementów diety jest baaardzo słabo uregulowany prawnie. Odsyłam do artykułu z Gazety Prawnej. Przeczytamy w nim między innymi, że suplementy diety nie podlegają badaniom, bo to nie leki (czyli na dobrą sprawę nie mamy pewności do tego, co łykamy). Na dodatek, w Polsce nie ma nawet rejestru, który zgromadziłby w jednym miejscu wszystkie produkty tego typu dostępne na rynku.

Skoro nie wiemy, co w nich jest, ich skuteczność MOŻE być dość niska. Podkreślam słowo „może”. Na rynku na pewno znajdują się producenci, którzy dbają o jakość swoich produktów. Ale znajdziemy również i szarlatanów pakujących do tabletek składniki niewymienione na etykiecie opakowania.

Nie bez powodu zamiast tabletek z witaminami i minerałami, dietetycy polecają naturalne produkty. Ula Somow w swoim artykule pisze: „…nic nie zastąpi uczciwie i porządnie wykonanego treningu i odpowiednio zbilansowanej diety. Szukając „wspomagania” swoich osiągnięć warto rozpatrzeć tańsze i bezpieczniejsze rozwiązania które udostępnia nam jedyny producent projektujący swoje produkty bez chęci zysku i wspomagania przez rzeszę marketingowców – natura”.

Jak widzicie, Drodzy Czytelnicy, rachunek jest prosty. Więcej dobrego sprawicie sobie zjadając coś, co jest NATURALNIE wyposażone w dany składnik. Zamiast pochłaniania tabletek z magnezem, polecam gorzką czekoladę lub pestki dyni. Przede wszystkim dlatego, że wiecie, co łykacie.

P.S. Oczywiście czasami suplementacja jest niezbędna (sam przyjmowałem żelazo, kiedy miałem jego poziom na dolnej granicy normy), lecz odpowiedzmy sobie na pytania: czy naprawdę trenujemy tak mocno, tak ciężko, że grożą nam niedobory witamin i minerałów? Nie lepiej zainwestować w zdrowszy i bardziej zbilansowany jadłospis? Smak świeżego owocu lub warzywa na pewno wygra ze „smakiem” tabletki popijanej wodą 🙂

Dodaj komentarz