Glorioso SLB! – mistrzowska feta Benfiki Lizbona

W niedzielę 15 maja stolica Portugalii przybrała czerwono-białe barwy. Benfica Libzona zdobyła 35. Mistrzostwo Portugalii. Czułem, że uczestniczę w czymś wyjątkowym.

Przedostatni dzień pobytu w Lizbonie postanowiłem poświęcić Benfice. Nie przepadam zbytnio za piłką nożną. Nudzi mnie. Przez 90 minut dość niewiele się dzieje. Oglądam ją jedynie wtedy, kiedy widzę się ze znajomymi.

(17.06.2017, edit: nieznacznie się to zmieniło, teraz nawet na mecze reprezentacji Polski śmignę z przyjemnością na Stadion Narodowy)

image
„Portugalia dziś się zatrzyma pomiędzy godz. 17 a 19” – głosił Record

Jednakże chciałem doświadczyć tej niepowtarzalnej atmosfery. A skoro Sporting grał swój mecz na wyjeździe, a Benfica u siebie, wybór był prosty 😉

image
Nie mogłem się oprzeć 😀

Na dwie i pół godziny przed meczem znalazłem się na Estadio da Luz. Ta arena pomieści około 65 tysięcy ludzi!

Sprawdź też: czego nauczyłem się w Lizbonie!

image
Estadio da Luz w pełnej krasie

Będąc tam, zauważyłem, że kibice zbierają się przy jednym rondzie prowadzącym do wjazdu na stadion. Przeprowadziłem błyskawiczny rekonesans i doszedłem do trafnego wniosku: wszyscy czekają na autokar z zawodnikami Benfiki. Gdy przyjechał, tłum wybuchł niczym drzemiący przez kilka tysięcy lat wulkan.

Niestety, nie udało mi się kupić biletu na decydujący mecz. Planowałem obejrzeć go w barze, do czego ostatecznie i tak nie doszło. Trudno 😉 Benfica wygrała 4:1 z Nacionalem. Kiedy siedziałem tam, gdzie król samemu myśli nad swoim królestwem, z miasta dochodziły wrzaski po strzelonych bramkach.

Już wiedziałem, gdzie spędzę wieczór. Plac markiza de Pombal. To tam kibice Benfiki zgromadzili się, aby świętować mistrzostwo. Wychodząc z mieszkania (ave airbnb), zamieniłem parę słow z moją hostką (chyba właśnie wymyśliłem żeńską formę słowa „host”):
– Idę na plac markiza de Pombal – powiedziałem.
– Ooo, jesteś benfiquista? – zapytała Sara.
– Nieee, ale chcę poświętować, zobaczyć co i jak. Kupiłem szalik.
– Weź go. Zdobędziesz przyjaciół! – zakończyła z uśmiechem na ustach. Skorzystałem z jej rady. Słusznie.

Gdy stałem w kolejce do wejścia na plac, jeden z kibiców mnie szturchnął, przeprosił. Od słowa do słowa i…
– Jesteś sam? Chodź z nami! – zachęcał. Nie musiał powtarzać dwa razy 🙂

image
Z nowymi ziomeczkami

Potem dowiedziałem się, że Eusebio był lepszy niż Pele. Że fani „Orłów” puszczają piosenkę Enrique Iglesiasa „Bailando”, aby dać prztyczka w nos kibicom Sportingu (bo ci odpalili ją, kiedy wygrywali z Benfiką). Że to trzecie mistrzostwo z rzędu. Że Benfica jest najlepsza i w ogóle szał.

Atmosfera była wyrąbista, ludzie przyjaźnie nastawieni. Nie odczuwało się, że ktoś może spuścić łomot. Nawet będąc samemu.
– Wiesz, teraz jest dużo policji, ale rok temu, kiedy funkcjonariusze pojechali w swoją stronę, to dochodziło do bójek – powiedział jeden z moich nowych znajomych.

image
Mistrzowska feta na placu markiza de Pombal. Podobno było tu więcej ludzi niż Radom liczy mieszkańców

Wszystko super, wszyscy szczęśliwi. Śpiewy, tańce, bez swawoli. Ale muszę przyznać, że kibice Benfiki mogą nauczyć się jednego od naszych. Przyśpiewkami, ich mocą, głośnością i żywiołowością bijemy tutejszych sympatyków piłki nożnej na głowę!

P.S. Pierwsza część tytułu wpisu to jedna z przyśpiewek kibiców Benfiki. Glorioso oznacza „znakomity, pełen chwały”, SLB to skrót od „Sport Lisboa e Benfica”.

Polub profil Obiegówki na Facebooku, aby być na bieżąco z najnowszymi wpisami!

Dodaj komentarz