Biegacz-narkoman

Skoro tu trafiłeś, to pewnie miałeś do czynienia z bieganiem. Albo Ty biegasz, albo Twój znajomy. Nieistotne. Bo nawet jeśli buty biegowe znasz tylko z wystawy, a słowo „dyszka” kojarzy Ci się z banknotem z podobizną Mieszka I, musiałeś usłyszeć o „euforii biegacza”. To haj odczuwany dzięki legendarnym endorfinom wydzielającym się podczas wysiłku fizycznego. Ale czy zawsze? Jak to wygląda w praktyce?

Z mojego jako takiego biegowego doświadczenia wynika, że mam problem z ośrodkowym układem nerwowym, w którym endorfiny są wytwarzane. Trenując do debiutu w maratonie, biegałem pięć razy w tygodniu. Daje to średnio 20 treningów w miesiącu. Podczas ilu odczuwałem błogostan?

Nie pamiętam. Tak niewiele ich było. Może raz na tydzień czułem się jak Violetta Villas wśród stada kotów. Zatem nasuwa się pytanie: co z tym hormonem szczęścia?

Słowo „endorfina” to zlepek dwóch wyrazów: „endogenny”, czyli „powstający wewnątrz organizmu” oraz „morfina”. Budowa chemiczna endorfin jest podobna do morfiny i podobnie jak ona, uśmierzają ból i polepszają samopoczucie.

Źródła podają, że potrzeba co najmniej półgodzinnego wysiłku na intensywności 70-80% tętna maksymalnego, aby dostać zastrzyku z endorfin. Lecz, niestety, nie sprawdza się to u każdego. To, w jakim będziemy nastroju podczas i po treningu, zależy również od naszych indywidualnych uwarunkowań.

Najważniejsze: nie trzeba koniecznie biegać, aby doznać uniesienia. Można pływać, grać w sporty zespołowe, cokolwiek, byle by to było związane ze średnio intensywną aktywnością fizyczną. Szachy, łucznictwo, curling i inne brydże odpadają.

W moim przypadku, bardziej niż biegowego haju, doświadczam satysfakcji z dobrze wykonanego treningu. Nie czuję nadmiernej euforii. Raczej mam w głowie myśl „yeah, zrobiłeś to, good boy”. Szczególnie po interwałach.

Źródła:

  1. http://www.lehigh.edu/~dmd1/sarah.html
  2. http://www.runners-world.pl/zdrowie/Endorfiny-czyli-biegacz-na-haju,4793,1

Dodaj komentarz