Bieganie to nie wszystko

Jest jeszcze NBA! Minionej nocy rozpoczął się kolejny sezon najlepszej koszykarskiej ligi na świecie. Jaram się przeokrutnie. Zwłaszcza, że moi Boston Celtics w tym sezonie powalczą o coś więcej niż tylko pierwsza runda play-offów. Jeżeli chodzi o sport, koszykówkę stawiam wyżej niż bieganie. Dlaczego? Dowiecie się w tym wpisie.

Chyba nie było w Polsce dzieciaka, który choćby przez chwilę nie uległ boomowi na kosza, jaki miał miejsce w naszym kraju w latach 90. Mecze NBA w TVP, najlepsze lata Michaela Jordana, „Kosmiczny Mecz”, „Rzut za 3” – pewnie na twarzy każdego z Was pojawił się uśmiech, wspominając te rzeczy 🙂

Chyba na zawsze zapamiętam seans „Kosmicznego Meczu” w radomskim nieistniejącym już kinie Atlantic. Jako kilkuletnie dziecko udałem się na ten film z siostrą. Usiedliśmy nie na swoich miejscach, o czym nie wiedziałem (siostra wyszła z założenia, że za głośno bym o tym gadał w kinie, no a w kinie rozmawiać nie można, haha). Co chwila ktoś przychodził i nam oznajmiał, że zajęliśmy niewłaściwe fotele. I tak przesuwaliśmy się do samego końca rzędu. Na szczęście potem już nikt nie pojawił się.

Po boomie na kosza, którego byłem uczestnikiem, przyszedł czas posuchy, w której również brałem udział. Aż do Eurobasketu w Polsce w 2009 roku.

Zacząłem oglądać Mistrzostwa Europy w koszykówce. Ot tak po prostu. Z czystej ciekawości. Zajarałem się niesamowicie występami Naszych. I krok po kroku zainteresowałem się NBA. Tak, jestem jedną z tych osób, które nie interesują się polskimi rozgrywkami oraz nie wiedzą, co się dzieje w europejskiej koszykówce, natomiast śledzą amerykańską ligę dość bacznie.

Moim zdaniem, koszykówka jest zdecydowanie bardziej interesująca i emocjonująca niż bieganie. Po pierwsze, w koszykówce jest wieeele interesujących niuansów taktycznych, których próżno szukać w wyścigu, dla większości z nas, z samym sobą. Ot, ustalamy, że biegniemy w takim a takim tempie przez pierwsze 75% dystansu, a dalej w trupa.

Po drugie, drużyna na oddanie rzutu ma 24 sekundy, co sprawia, że ciągle coś się dzieje. Nie mam zielonego pojęcia, do czego w bieganiu można byłoby to porównać. Nie oszukujmy się. Bieganie jest nudne jak obserwowanie procesu wysychania kleju.

Po trzecie, jest jakaś magia w tym całym świecie NBA. Gladiatorzy nakoksowani wytrenowani do granic możliwości, wysoki poziom rozgrywek i świadomość, że to wszystko nie jest w zasięgu ręki, sprawiają, że chce się oglądać sezon regularny, a potem play-offy i finały. Amerykanie wiedzą, jak zrobić show.

Zatem pozdrawiam wszystkich zaspanych kibiców koszykówki zza oceany i życzę zarówno Wam, jak i sobie, całej masy emocji związanych z rozpoczętym już sezonem!

0 Replies to “Bieganie to nie wszystko”

  1. Hehe no ta koszykówka w wydaniu NBA to chyba najbardziej emocjonujący sport ever.
    BTW kogo obstawiasz, że zdobędzie tytuł? Tez jestem wielkim fanem NBA tylko czasu oglądać nie mam odkąd mi się córka urodziła

    1. Cleveland? Na razie nikogo innego nie widzę. No, może Golden State. Chociaż najbardziej bym się cieszył ze zwycięstwa Bostonu 🙂

      1. Ja również za Cleveland jestem fanem lebrona. Aczkolwiek Golden state z Durant’em na pokładzie może wiele namieszać.

        1. A co sądzisz o OKC? Westbrook cały czas w beast mode. Wczoraj na insta oficjalny profil NBA zadawał pytanie, czy Russ jest w stanie mieć na koniec sezonu średnie statsy na poziomie triple double.

          1. Bez duranta wg mnie OKC nie ma szans powalczyć o tytuł a nawet może mieć spore problemy żeby zasadnicza zakończyć w top4 konferencji

Dodaj komentarz