Cukrzyca i triathlon? To idealne połączenie dla Sugar Woman – cz. 1

Lubicie poznawać inspirujących ludzi i ich historie? Nie wiecie, skąd zaczerpnąć motywację, kiedy Wam się nie chce? Ta kobieta sprawi, że wszystkie wymówki schowacie do pudła i wyślecie je priorytetem na przeciwległy koniec świata. Przeczytajcie rozmowę z Mają, bardziej znaną jako Sugar Woman!

To pierwszy z wielu (mam nadzieję) wywiadów, które będą ukazywały się rzadziej lub częściej (mam nadzieję) na Obiegówce. Chcę przeprowadzać je ze zwykłymi ludźmi odznaczającymi się jedną szczególną cechą: są inspiracją dla innych. Rozmowa wyszła długa, dlatego też podzieliłem ją na dwie części. Druga ukaże się w czwartek rano.

Maja od ósmego roku życia choruje na cukrzycę, lecz nie przeszkadza jej to w uprawianiu sportów wytrzymałościowych. Mimo tego, że każdy lekarz odradzał jej intensywny wysiłek fizyczny, nic sobie z tego nie robiła. – Zalecają spacery albo nordic walking. Chcą tak jakby podporządkować czyjeś życie cukrzycy. A my chcemy zrobić na odwrót. Żeby to cukrzycę podporządkować swoim pasjom – mówi o działaniach swoich i jej teamu Aktywni z cukrzycą.

Piotrek Adamczyk, Obiegowka.com: Masz osiem lat, dowiadujesz się, że zachorowałaś na cukrzycę. Pamiętasz, co czułaś? Jak to wszystko wyglądało z perspektywy dziecka?

Maja Makowska aka Sugar Woman: Długo wcześniej chorowałam, miałam ospę, która potem przeszła, ale nadal byłam przeziębiona. Wysoka gorączka, odwodnienie, nie chciałam w ogóle jeść. Lekarz rodzinny nie wiedział, co mi dolega, więc skierował mnie do szpitala w Giżycku, gdzie zmierzono mi poziom cukru. Wynosił 350. Stwierdzono, że to może być cukrzyca, po czym podano w szpitalu jako posiłek bułkę z dżemem i herbatę z cukrem, a następnie wysłano do innego szpitala, do Olsztyna. Tam zdiagnozowano mi cukrzycę. Nie miałam pojęcia, co to jest.

Dlaczego podano ci bułkę z dżemem i słodką herbatę? One nie podbijają poziomu cukru w organizmie?

Bardzo podbijają. Nie wiem czy to było niedopatrzenie, czy brak świadomości pielęgniarek. Wtedy nie wiedziałam, że nie mogę tego jeść.

Pamiętam taką sytuację: leżę sobie na szpitalnym łóżku, obok mnie wielkie urządzenie ze strzykawą, ja z podłączonym wenflonem. Za szybą stoi moja mama i płacze, obok tata ją pociesza. Nic sobie z tego nie robiłam, bo nie miałam pojęcia, co to jest cukrzyca. Wiedziałam tylko, że co godzinę lub dwie przychodzi pielęgniarka, nakłuwa mi palec, wyciska kroplę krwi i mierzy poziom cukru. Później dowiedziałam się, że będę musiała robić sobie zastrzyki. Tylko raz lub dwa dałam się wkłuć pielęgniarkom. Za każdym razem bolało, więc stwierdziłam, że nie dam się im dotknąć i zaczęłam robić te zastrzyki sama. Tata czasem robił mi je w rękę, ale zawsze później miałam siniaki, więc już mu na to nie pozwalałam. Nie lubiłam dawać innym robić sobie zastrzyków.

Robiłaś je samodzielnie jako ośmioletnie dziecko?

Tak!

Szczerze powiedziawszy, to jest dla mnie jakiś kosmos. Ja nienawidzę strzykawek, boję się ich. A ty w wieku ośmiu lat sama siebie kłułaś. W tym wieku dzieci to się szczepionek boją!

Ale do przyjmowania insuliny jest cieniutka i krótka igła.

Sugarwoman8

Ile to już lat tak się kłujesz?

Siedemnaście.

Jest! Wiedziałem, jak spytać cię o wiek, nie pytając cię o wiek! (śmiech)

(śmiech)

Miałaś wtedy, czy może nadal masz, myśli typu „dlaczego ja”?

Wiesz, one pojawiły się już podczas pierwszego pobytu w szpitalu. Nie były to jakieś grubsze filozoficzne rozkminy. Tylko coś w stylu „dlaczego ja muszę kłuć się w palec i mnie to boli, a inne dzieci nie muszą tego robić”. Zawsze tłumaczyliśmy sobie, że to taki psikus od losu. Cukrzyca swoje nabroiła, ale dzięki niej jestem w miejscu, w którym jestem. Nauczyłam się też wielu rzeczy.

Masz na myśli, na przykład, zasady zdrowego odżywiania?

Zarówno to, jak i dbanie o ogólny stan organizmu. Zwykła osoba, której teoretycznie nic nie dolega, nie martwi się na przykład poziomami hormonów. Natomiast ja musiałam być pod stałą kontrolą lekarza. Nauczyłam się rozpoznawać to, co mówi mi mój organizm.

Mimo tego, że byłaś pod stałą kontrolą lekarza, to kiedy wyjechałaś na studia, miałaś ten syndrom pierwszego roku. Wiesz, pies spuszczony ze smyczy rodziców, zaczęły się szaleństwa.

Wtedy już nie było kontroli mamy. Sama, teoretycznie, gotowałam. Mama wprowadziła inny styl żywienia, którym jest dieta doktora Kwaśniewskiego. To dieta wysokotłuszczowa z niską ilością węglowodanów. I będąc na tej diecie mogłam przyjmować naprawdę małe ilości insuliny. Bez jedzenia węglowodanów, nie potrzebowałam aż tak dużo insuliny. Wyniki miałam idealne, czy to cholesterolu, czy hemoglobiny. Wyjeżdżając na studia nadal jadłam dość tłusto, ale zaczęły się imprezy, piwo, chipsy, czyli węglowodany, a w połączeniu z tłuszczami, prowadzą do zwiększenia masy ciała. Zresztą niechcianej. I zaczęłam ważyć trochę więcej (śmiech). Musiałam coś z tym zrobić. Chciałam schudnąć i zaczęłam biegać. Ale źle się czułam biegając na małej ilości węglowodanów w diecie. Miałam spadki cukru. Jadłam węglowodany, aby podbić ten cukier, w następnym posiłku jadłam tłuszcze. To było bardzo wymiennie. Musiałam zadecydować, czy bardziej zależy mi na bieganiu, wtedy joggingu jeszcze (śmiech), czy bardziej chcę zostać przy wcześniejszej diecie. Zdecydowałam, że chcę biegać. Zmieniłam styl jedzenia na wysokowęglowodanowy z małą ilością tłuszczów. To były początki, robiłam wszystko totalnie po omacku.

Bez konsultacji z diabetologiem?

Diabetolog był cały czas przeciwny diecie wysokotłuszczowej. Dieta doktora Kwaśniewskiego jest kontrowersyjna, ponieważ opiera się na przyjmowaniu dużych ilości tłuszczu. Jest w niej bardzo dużo jajek, boczek, smalec, same tego typu rzeczy. Nieumiejętne stosowanie tej diety prowadzi do wysokiego poziomu cholesterolu, otłuszczenia narządów wewnętrznych. Przy cukrzycy połączonej ze sportem bardzo trudno było to osiągnąć. Ja jednak miewałam hipoglikemie (niski poziom cukru we krwi – przyp. aut.), więc musiałam jeść węglowodany. Na czuja zaczęłam odżywiać się inaczej i efekt był od razu. Waga spadła. I w tym czasie sobie truchtałam.

A diabetolog nie chciał tobie pomóc? Czy był od razu na nie, jeżeli chodzi o uprawianie sportu?

Moja pani diabetolog była przeciwna nie tyle ruchowi, co większemu wysiłkowi fizycznemu.

Sugarwoman7

Potem zmieniłaś lekarza?

Jak wyjechałam na studia, przestałam tak często do niego chodzić. Pojawiałam się tylko po recepty. Wtedy byłam na pompie insulinowej, to też było trochę inaczej. Potem przeprowadziłam się do Warszawy na magisterkę i pierwszą rzeczą, jaką postanowiłam zrobić, to zapisanie się albo na siłownię, albo na jakiś fitness. Ostatecznie odnalazłam crossfit. Byłam już na treningu crossfitowym, a jeszcze nie zdążyłam pojawić się na uczelni. Również podnosiłam ciężary. Dowiedziałam się paru fajnych rzeczy o sobie, swoim organizmie i cukrzycy. Na przykład treningi typowo wytrzymałościowe i w tlenie, zbijają poziom cukru. Natomiast podnoszenie ciężarów, które jest typowo siłowe, zazwyczaj beztlenowe i trwa krótko, sprawia, że cukier spada mi po czterech godzinach.

Widziałem gdzieś, że twoim marzeniem było podnieść sto kilogramów w martwym ciągu.

Zrobiłam to.

Naprawdę? Mnie jest aż głupio. Ale z drugiej strony mam motywację, żeby się wzmocnić fizycznie.

Podnoszenie ciężarów trwało parę miesięcy. Chyba niecały rok chodziłam na crossfit, bo zaczęłam nabierać masy mięśniowej. A jednak nie dawałam rady pogodzić tego z bieganiem, a chciałam poprawić wyniki. W połączeniu z crossfitem było ciężko. Kiedy zaczęłam myśleć o triathlonie, to już całkowicie zrezygnowałam z niego. Ale w międzyczasie na crossficie brałam udział w biegu z przeszkodami Spartan Race, zrobiłam półmaraton wioślarski na ergometrze. Wiosłowałam dwie godziny. Bieganie zeszło na dalszy plan.

Dlaczego zdecydowałaś się na triathlon?

Odpowiedź jest banalnie prosta: bieganie zaczęło mnie nudzić. To było dla mnie za mało. Mimo tego, że nie mam mega wyników i biegam gorzej niż niejeden początkujący, chciałam czegoś więcej. Jedna z moich koleżanek zapisała się na zawody triathlonowe. Ja jeszcze wtedy nie miałam pojęcia, co to jest triathlon, czy też Ironman. Znalazłam jedne zawody triathlonowe w Mrągowie w okolicach mojego rodzinnego domu na najkrótszym możliwym dystansie, czyli 1/8 Ironman (475m pływania, 22,5km jazdy na rowerze, 5,25km biegu – przyp. aut.). Powiedziałam sobie: „dobra, zapiszę się, zobaczymy, jak wyjdzie”. Ten start był jakoś w sierpniu 2016. W styczniu tego samego roku poznałam się z Gienkiem, naszym menadżerem w Aktywnych z cukrzycą i to właśnie z nimi wszystko ruszyło z kopyta. Spytał mnie, czy chcę należeć do teamu. Chciałam wiedzieć, z czym to się wiąże. Odpowiedział, że muszę startować. On już miał za sobą sezon triathlonowy lub dwa i przyspieszył cały proces mojego debiutu w triathlonie. Więc zamiast mieć na koncie pod koniec lata 2016 jeden start na 1/8 Ironmana, miałam za sobą cztery, w tym jeden na ½ Ironmana (1,9km pływania, 90km jazda na rowerze i 21,1 km biegu – przyp. aut.).

Po jakim czasie treningów zrobiłaś połówkę Ironmana?

Zaczęłam uczyć się pływać w styczniu 2016 roku. Wcześniej unosiłam się na wodzie (śmiech). Po dziewięciu miesiącach od rozpoczęcia nauki pływania zrobiłam połówkę Ironmana.

Sugarwoman1

To naprawdę imponujące.

Przed każdym startem miałam myśli „nie dam rady”, „nie zrobię tego”. Gienek mówił co innego. Ja sama, gdybym nie miała żadnej pomocy ze strony Aktywnych, nie zrobiłabym tego. Dzięki nim miałam wsparcie i sprzętowe, i psychiczne, i sportowe. Pierwszy triathlon, na jaki pojechałam, miał miejsce w Piasecznie w maju 2016. Zobaczyłam na oczy swój pierwszy triathlon. Byłam jak: „Boże, pianki?! Tak? Oni wchodzą do wody i wybiegają, a potem przebierają się i oni tacy mokrzy na ten rower? Czemu oni w strefie zmian prowadzą rower, a nie jadą na nim? Czemu niektórzy biegną na bosaka?” Wiesz, stałam jak małe dziecko z otwartą buzią. To wszystko było dla mnie wow.

A potem ty zrobiłaś swój pierwszy triathlon.

Dokładnie tak. Debiutowałam w Ślesinie. Pierwsze pływanie było żabką, a potem trochę stylem grzbietowym. Oczywiście straciłam nawigację, więc mnie wolontariusze w kajakach nakierowywali.

Nie bałaś się pralki na samym początku?

Nie, puściłam po prostu ludzi do przodu. Wyszłam w ostatniej dziesiątce z wody.

Wiesz, inaczej to wszystko wygląda na 1/8 Ironmana i na połówce. W wodzie nie masz możliwości zmierzenia sobie cukru. W przypadku 1/8 Ironmana masz do przepłynięcia 400 metrów, czyli niedużo. Ale już na połówce, gdzie są prawie 2km pływania, wsadziłam żel w rękaw pod piankę, a pod jej kołnierz cukierki. Nie miałam jeszcze doświadczenia z takim dystansem, nie wiedziałam, jak zachowa się mój organizm, jaki będę miała poziom cukru. Więc przed startem zjadłam batony energetyczne, żele, musiałam też przed startem wstrzyknąć sobie insulinę. Podczas pływania przeszłam na styl grzbietowy i wycisnęłam żel do buzi. W tym przypadku wolałam mieć wysoki cukier, niż niedocukrzenie, kiedy straciłabym całą energię, a nawet mogłabym zemdleć. Po wyjściu z wody w strefie dobiegowej zmierzyłam poziom cukru. Był idealny – 120. Podczas etapu rowerowego musiałam również skontrolować cukier. Po około 40-50 kilometrach zeszłam z roweru i położyłam go na asfalcie. Wyjęłam glukometr, zmierzyłam cukier, zrobiłam insulinę. Pyk, wszystko ładnie, przyjęłam żel i jazda dalej. Drugą połówkę dystansu przejechałam bez mierzenia cukru. Na oko przyjmowałam żele i izotoniki. Dopiero po etapie kolarskim w strefie zmian zmierzyłam cukier i wyszło dobrze. Potem przyszedł czas na bieganie. Na samym początku siostra biegła chwilę za mną z glukometrem, aby zmierzyć mi cukier. Na pierwszym okrążeniu (trasa biegowa połówki Ironmana w Malborku była podzielona na trzy siedmiokilometrowe okrążenia – przyp. aut.) nie mierzyłam cukru. Jadłam praktycznie na każdym punkcie, jaki był. Chyba dopiero na trzecim okrążeniu pod sam koniec skontrolowałam cukier. Był za niski, około 70, więc doładowałam się drożdżówkami. I jakoś tak dobiegłam, ale już było ultra ciężko. Nawet nie z powodu cukrzycy, tylko fizycznie. Nie byłam wystarczająco wytrenowana. Koniec końców, skończyłam z idealnym cukrem, ale nie najlepszym czasem.

Na pewno miałaś satysfakcję z zaliczonych zawodów. Że pomimo swojej choroby, dałaś radę.

Udało się, to prawda. Kiedy przytrafia ci się taka choroba jak cukrzyca, chcesz udowodnić też coś i sobie. Po połówce Ironmana w Malborku zanosiłam się płaczem jak małe dziecko.

Sugarwoman6

Nie mów nigdy, że „udało się”. Może się udać trafić szóstkę w totka, ale w tym przypadku zrobiłaś to.

Popełniłam wszystkie możliwe błędy, ale ostatecznie rezultat był. Udało mi się przejechać 90 kilometrów bez praktycznie żadnego treningu rowerowego. Wcześniej przejechałam się tylko po Bulwarach Wiślanych, aby nauczyć się wypinać buty z pedałów (śmiech). Oczywiście wywaliłam się z trzy-cztery razy.

Czyli na dobrą sprawę byłaś do połówki Ironmana totalnie nieprzygotowana?
Trochę przygotowana! (śmiech) Biegowo byłam przygotowana. Jeśli chodzi o pływanie… No też trochę. A rowerowo…

Nie bałaś się, że po prostu padniesz na tym rowerze?

Ja wtedy miałam w głowie myśl, że lepiej spróbować i polec, niż żałować, że się nie spróbowało. Do tej pory jest to przygoda mojego życia.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z instagramowego konta Sugar Woman: klik.

Profil Sugar Woman na Facebooku: klik.

2 Replies to “Cukrzyca i triathlon? To idealne połączenie dla Sugar Woman – cz. 1”

  1. Sugar Woman najlepsza!

Dodaj komentarz